WIG20 odnotował w czwartek trzeci kolejny silny wzrost, lecz tym razem było widać większą chęć realizacji zysków. Trzeba podkreślić, że można było to robić po nader korzystnych cenach, co pokazuje, że pieniądze, które pojawiły się na rynku w ostatnich dniach, są ogromne. Wartość obrotów była największa od grudnia ubiegłego roku. To właśnie ten element, oprócz oczywiście samej skali wzrostów, przekonuje najbardziej do tezy o zmianie trendu w średnim terminie i wykonaniu ruchu korekcyjnego w ramach całej fali spadkowej, trwającej od lutego 2000 r. Pomimo bardzo pozytywnej wymowy czwartkowych notowań, tak silne zwyżki nie będą trwać w nieskończoność. Nie wydaje się, by było możliwe przekroczenie w trwającym impulsie wzrostowym wartości 1190 pkt. Tu zbiegają się szczyty z sierpnia i września, a także przebiega linia trendu malejącego, łącząca maksima z lutego i maja. Ten opór ma szansę zostać przełamany, ale wydaje się bardzo prawdopodobne, iż poprzedzi to silna przecena. Zanim dojdzie do testu wspomnianej bariery, warto zwrócić uwagę na zachowanie indeksu na wysokości 1160 pkt. Tam znajduje się 38,2-proc. zniesienie spadków, trwających od końca maja. Biorąc pod uwagę, że w czasie trwania bessy żadna z korekt wzrostowych nie przekroczyła tej wartości zniesienia, to w wygenerowaniu tego sygnału, a nie przebiciu 1190 pkt., upatrywać należy klucza do odpowiedzi na pytanie o potencjał i zasięg trwających wzrostów. Wczoraj WIG20 nie poradził sobie z zamknięciem powyżej tego poziomu, co potwierdza jego znaczenie.