Złoty osłabił się w ostatnim dniu tygodnia, zaszkodziły mu przede wszystkim informacje z Argentyny oraz środowe wypowiedzi wicepremiera Marka Belki. Na rynek wspólnej waluty największy wpływ miały dane z USA, szczególnie zaś publikacja wskaźnika bezrobocia.

W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,09 zł, za euro 3,70 zł, odpowiadało to 9,75% powyżej starego parytetu. Od razu przeważyła podaż i polska waluta powoli, przy małych obrotach, ale systematycznie zaczęła tracić. W efekcie około 14.00 dotarliśmy do 9,1%. USD podrożał o 2,8 grosza, wspólna waluta o 2,7 grosza. Kończyliśmy nieco wyżej na 9,3%, przy kursach 4,11 zł i 3,72 zł.W piątek doszło do korekty na rynku polskiej waluty. Spowodowało ją kilka czynników. Po pierwsze, znowu pogorszył się klimat inwestycyjny na rynkach rozwijających się w związku z rozwojem sytuacji w Argentynie. Co prawda, rząd tego kraju wreszcie przedstawił program działań, które mają zapobiec bankructwu gospodarki, której zadłużenie sięga 132 mld USD, ale jest on pełen niewiadomych i na razie trudno go jednoznacznie ocenić. Po drugie, źle odebrano środowe wypowiedzi wicepremiera Belki. Jego prognozy dotyczące podstawowych wskaźników makroekonomicznych są bowiem nie najlepsze. Wzrost PKB w 2001 roku na poziomie 1,2%-1,5%, i niewiele większy w 2002 roku, spadek inflacji do 4% rok/rok w grudniu 2001 r. i jej wzrost w 2002 r. świadczą o tym, że szef ministerstwa finansów nie przewiduje poprawy sytuacji w najbliższym czasie. W dodatku zapowiadany wzrost inflacji może (zdaniem Belki) skłonić RPP do podnoszenia stóp procentowych w przyszłym roku. Trzecim czynnikiem powodującym spadek wartości polskiej waluty było zamykanie pozycji przed weekendem.Dane o rachunku obrotów bieżących mogłyby pomóc złotemu, gdyby nie informacje o eksporcie. Z całą pewnością nie wskazują one na to, że doszło do jakiegoś ożywienia w gospodarce.Najbliższy tydzień nie będzie obfitował w dane makroekonomiczne. Najważniejsze będą zapewne informacje o cenach żywności, które przybliżą nam poziom październikowej inflacji. Wobec braku symptomów wyraźnego odradzania się popytu wewnętrznego, jeśli okaże się, że żywność nie podrożała bardzo wyraźnie, wzrośnie prawdopodobieństwo spadku wskaźnika CPI do poziomu poniżej 4% rok/rok.Nie ma, niestety, dobrych informacji o gospodarce amerykańskiej. Dane dotyczące PKB w trzecim kwartale okazały się co prawda nieco lepsze od oczekiwań, ale i tak spadek o 0,4% trudno uznać za powód do radości. Dane opublikowane 1 i 2 listopada jeszcze bardziej pogorszyły klimat. Najbardziej przyczyniła się do tego publikacja wskaźnika bezrobocia za październik. Wzrósł on o pół punktu procentowego, z 4,9% do 5,4% (średnia prognoz to 5,2%). Wyraźnie spadł także wskaźnik optymizmu NAPM. Jedyne co cieszy to znaczna poprawa sprzedaży nowych samochodów.