Złoty znowu zyskał. W czwartek pomogły mu informacje o tym, że Ministerstwo Finansów ma dwa lata na spłatę NBP całej kwoty zobowiązań wobec Brazylii. Znowu jest więc bardziej prawdopodobne, że w najbliższym czasie przez rynek przepłynie jakaś część walut z prywatyzacji. EBC obniżył stopy o 50 pb, nie wywołało to jednak wybuchu entuzjazmu na rynku eurodolara.

W pierwszych transkacjach za USD płacono 4,077 zl, za euro 3,657 zł, odpowiadało to 10,5% powyżej starego parytetu, byliśmy więc mniej więcej na poziomie środowego zamknięcia. Od początku przeważył popyt i złoty powoli, ale systematycznie zyskiwał na wartości. Około 15.00 dotarliśmy do 10,75%. Dolar potaniał o 1,8 grosza, wspóna waluta o 0,9 grosza. Chwila stabilizacji i znowu w górę. Kończyliśmy na 11%, przy kursach 4,06 i 3,62.Polska waluta wciąż zyskuje (popyt zgłaszają przede wszystkim inwestorzy zagraniczni). W czwartek mogły się do tego przyczynić dwa wydarzenia. Po pierwsze Bank Anglii i EBC obniżyły wyraźnie stopy procentowe, co zmniejszyło koszty finansowania w funcie i euro i spowodowało relatywny wzrost opłacalności inwestowania w polskie papiery skarbowe. Po drugie, i wydaje się, że ważniejsze, ogłoszono terminarz spłat pożyczki, jakiej NBP udzieli Ministerstwu Finansów na uregulowanie polskiego zadłużenia wobec Brazylii (prawie 2,5 mld USD). Okazało się, że operacja zostanie przeprowadzona w czterech ratach, które mają być przekazane w ciągu najbliższych dwóch lat, przy czym środki będą pochodzić nie tylko z prywatyzacji, ale również z emisji euroobligacji. Oznacza to, że część walut, które znadują się w tej chwili na specjalnym koncie w NBP (pochodzących właśnie np. z prywatyzacji) lub wpłyną na nie w najbliższym czasie, może jednak przejść przez rynek pieniężny umacniając złotego. I to właśnie dało podstawy do spekulacji.Europejski Bank Centralny obniżył w czwartek podstawowe stopy procentowe o 50 pb. Nie dość więc, że zdecydowano się wreszcie na cięcie, to jeszcze było ono głębsze, niż oczekiwali tego analitycy (średnia prognoz to 25 pb). W pierwszej chwili euro zyskało. Szybko doszło jednak do korekty. Inwestorzy zaczęli się bowiem zastanawiać nad tym, czy większa obniżka nie oznacza, że gospodarka europejska jest w gorszym stanie, niż się powszechnie sądzi. Szef EBC Wim Duisenberg ograniczył się do stwierdzenia, że jest to prawdopodobnie ostatnie cięcie na długi okres. Dowiedzieliśmy się także, że w przyszłości ewentualne zmiany w polityce pieniężnej będą podejmowane na pierwszych posiedzeniach w miesiącu. Wbrew pozorom to ważna informacja, ograniczone bowiem zostaną spekulacje.Jeszcze przed ogłoszenim decyzji EBC (13.45) poznaliśmy dane o produkcji przemysłowej w Niemczech. Spadła ona o 2% m/m, a więc wyraźnie bardziej niż średnia prognoz (zmniejszenie o 1% m/m). Informacje te nie wywołały jednak dużych zmian. Wszyscy oczekiwali na to, co zrobi EBC.