Pechowo rozpoczął się tydzień na warszawskiej giełdzie. Główny indeks spadł o 1,3%, do 1237 pkt., za sprawą tragicznej katastrofy amerykańskiego samolotu w Nowym Jorku. Gdyby nie to wydarzenie, sesja prawdopodobnie zakończyłaby się na plusie. Warszawa była bowiem wczoraj jednym z najsilniejszych rynków europejskich. Spory popyt utrzymywał się przed większą część sesji, co pozwoliło indeksowi zbliżyć się koło południa do 1270 pkt. (1,3%). Największym powodzeniem cieszyły się akcje najcięższych spółek, w tym przede wszystkim KGHM. Płacono za nie nawet po 13,7 zł (+3,8%).
Do gwałtownego załamania trendu bocznego, w którym poruszał się indeks, doszło dopiero około 15.30, gdy w serwisach agencyjnych pojawiła się informacja o katastrofie samolotu w USA. Indeksy giełd zagranicznych zaczęły pikować w dół. Za nimi podążył WIG20. Skala zniżki w Warszawie nie była jednak tak duża, jak we Frankfurcie czy Paryżu, gdzie indeksy spadały o ponad 3%. WIG20 w szybkim tempie spadł z 1260 (+0,5%) do 1231 pkt. (-1,8%). Na kończącym sesje fixingu, gdy okazało się, że na giełdach amerykańskich nie doszło do panicznej wyprzedaży papierów, indeks dźwignął się do 1237 pkt. (-1,3%).
Dzięki zapewnieniom zarządu spółki o spodziewanym zamknięciu roku z zyskiem przez KGHM akcje tej firmy wzrosły ostatecznie o 1,5%. Największy obrót zanotowano na walorach Telekomunikacji Polskiej (46,7 mln zł). Zdołały one utrzymać kurs z poprzedniego zamknięcia (15,05 zł). Dobrze zachowujące się w trakcie sesji papiery PKN spadły w końcówce sesji o 2,1%.