Na razie jednak euro to oczywiście "ich" waluta. Do wprowadzenia euro w "normalnym trybie" w Polsce jeszcze daleko. Choć w ostatnim czasie dyskutuje się o możliwym alternatywnym scenariuszu i jednostronnym wprowadzeniu euro przez Polskę, tak by przyspieszyć integrację z coraz bardziej konsolidującym się europejskim systemem gospodarczym. Ale poza sferę naukowych dyskusji sprawa jeszcze nie wyszła.
Nowa waluta zapewne zainteresuje wielu Polaków. Bo dewizowy handelek to nasza narodowa specjalność. Historycznie rzecz biorąc, Polacy nigdy specjalnie nie przejmowali się, że w obiegu mieliśmy złote. I tak przez lata walutą marzeń pozostawał dolar. Alternatywą - ale znacznie mniej poważaną - była marka. Ci sprytniejsi wykorzystywali różnice kursowe między "bratnimi" krajami naszego regionu i handlowali walutą na potęgę. Oczywiście tak, by w efekcie owego handlu mieć więcej "zielonych". Forinty, ruble i "enerdowskie" marki były tu tylko środkiem.
Euro "wymiecie" marki, franki, guldeny... Trochę żal walut narodowych. Ale wspólna waluta, w długim okresie, może być naprawdę pożytecznym "wynalazkiem". Oczywiście, jeśli UE będzie w stanie prowadzić konsekwentną i zdyscyplinowaną wspólną politykę gospodarczą. Na renomę dolara euro będzie musiało pracować latami. Może więc lepiej, że na razie pozostajemy tylko obserwatorami?