W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,066 zł, za euro 3,623 zł, odpowiadało to 11% powyżej parytetu. Potem dolar zaczął tracić, wspólna waluta zyskiwała, jednak realna wartość złotego właściwie się nie zmieniała. O 16.00 kursy wynosiły 4,093 zł i 3,60 zł, było to wciąż 11%. Dopiero wtedy rozpoczęła się korekta, która zaprowadziła nas na zamknięciu na 10,65%. USD kosztował wtedy 4,105 zł, euro 3,62 zł.
Na rynku złotego znowu niewiele się działo. Rano byliśmy na 11%, wszystkie straty wynikające z poniedziałkowych informacji o katastrofie samolotu w USA zostały więc odrobione z nawiązką. Taki realny poziom (z minimalnymi odchyleniami) obowiązywał przez większą część dnia. Większe zmiany obserwowaliśmy na poszczególnych rynkach, było to związane z ruchami na eurodolarze. Dopiero późnym popołudniem doszło do nieco większej korekty. Niektórzy inwestorzy obawiali się raportu Komisji Europejskiej w sprawie rozszerzenia Unii, który miał być opublikowany o godzinie 17.00 (chociaż z wcześniejszych informacji wynikało, że nie powinien być niekorzystny dla Polski).
Złoty może zakończyć tydzień nawet powyżej 11% ponad parytetem, jeśli się okaże, że październikowa inflacja spadnie do poziomu poniżej 4% rok do roku.
Od kilku tygodni obserwujemy wysoki poziom na najkrótszych depozytach na rynku międzybankowym. Nie oznacza to jednak, że nagle zniknęła nam nadpłynność systemu bankowego. Wszystko wskazuje na to, że zagraniczni inwestorzy pozyskują również w taki sposób (a nie tylko przez rynek walutowy) środki na finansowanie swoich działań, np. na rynku obligacji.
Rano euro ceniono na 0,8878 USD. Od razu przeważyła podaż i wspólna waluta zaczęła tracić. Około 15.00 przebiliśmy 0,88 i osiągnęliśmy wtorkowe minimum, czyli 0,8792. Koniec dnia przyniósł lekkie odreagowanie. W ostatnich transakcjach za euro trzeba było zapłacić 0,8823 USD.