- Zamiar likwidacji Urzędu jest zagrożeniem dla całego rynku emerytalnego - uważa Ewa Tomaszewska, przewodnicząca Komitetu Doradczego UNFE. Jej zdaniem, nie można połączyć nadzoru nad funduszami emerytalnymi z nadzorem nad komercyjnymi spółkami ubezpieczeniowymi.

- Zmiana taka byłaby niekorzystna dla członków otwartych funduszy emerytalnych ze względu na sprzeczność wymagań wobec różnych typów podmiotów nadzorowanych - wyjaśniała podczas wczorajszej konferencji prasowej Ewa Tomaszewska. Dodała, że fundusze emerytalne wymagają specjalnego nadzoru także ze względu na specyficzny rodzaj inwestowania, inny niż np. fundusze inwestycyjne. - Muszą to być inwestycje bezpieczne, np. w obligacje Skarbu Państwa. Poza tym dotychczasowy system kontroli sprawdza się i jego zakres nie powinien być ograniczany - mówiła.

Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu Jerzy Hausner, minister pracy i polityki społecznej, poinformował o zamiarze połączenia nadzorów: ubezpieczeniowego, emerytalnego i zdrowotnego. Jego zdaniem, konsolidacja tych instytucji jest konieczna przede wszystkim ze względu na potrzebę obniżenia kosztów funkcjonowania państwa, a także dostosowania nadzoru ubezpieczeniowego do obecnych potrzeb rynku. Zdaniem ministra Hausnera, nowy nadzór ma m.in. pełnić rolę regulatora rynku ubezpieczeniowego.

Ewa Tomaszewska uważa jednak, że taka konsolidacja spowoduje niewielkie korzyści ekonomiczne. - Może będzie mniej o dwa etaty sekretarskie - argumentowała. UNFE zatrudnia obecnie ok. 170 pracowników. Na ich przeszkolenie w zakresie nadzoru nad rynkiem emerytalnym wydano ok. 3 mln dolarów pochodzących z pomocy USA. W 2000 r. planowane wydatki budżetowe UNFE wynosiły 15,5 mln zł (z tego Urząd wykorzystał prawie 14,7 mln zł). Rok wcześniej funkcjonowanie Urzędu kosztowało budżet nieco ponad 10 mln zł.