Bezpośrednią przyczyną tak gwałtownego spadku notowań był wynik konferencji ministerialnej OPEC, podczas której przedstawiciele państw członkowskich uzależnili kolejną redukcję wydobycia ropy o 6,5% (tj. 1,5 mln baryłek dziennie) od jego zmniejszenia przez kraje spoza tego ugrupowania o 500 tys. baryłek dziennie. Propozycja ta spotkała się jednak z odmową ze strony Norwegii, a Rosja zadeklarowała redukcję o 30 tys. baryłek dziennie, co stanowi zaledwie 0,4% produkcji. W tej sytuacji OPEC uznał, że samodzielnie nie będzie w stanie podtrzymać spadających cen ropy, nie mówiąc już o ich podniesieniu do założonego poziomu 22-28 USD za baryłkę.
Kraje tego ugrupowania są szczególnie zaniepokojone destabilizacją międzynarodowego rynku paliw płynnych. Sekretarz generalny OPEC Ali Rodriguez oraz przedstawiciele państw członkowskich wskazują na niebezpieczeństwo wojny cenowej, która może pobudzić spadek notowań do 15 USD za baryłkę. Nie wyklucza się nawet, że przy utrzymaniu wydobycia na obecnym poziomie ceny ropy powrócą do ok. 10 USD.
Niepokój OPEC jest w pełni uzasadniony, gdyż kraje należące do tej organizacji poniosą największe straty. Wpływy ze sprzedaży ropy stanowią bowiem trzon ich wpływów eksportowych. Na przykład, w Arabii Saudyjskiej udział ten sięga 90%, podczas gdy w Rosji tylko 20%.
Jednocześnie OPEC stanął przed problemem o charakterze bardziej długofalowym. Ostatnie lata przyniosły wyraźne osłabienie pozycji tego ugrupowania w skali światowej. Obecnie jego udział w globalnym wydobyciu ropy naftowej wynosi już tylko 1/3, co kontrastuje z sytuacją z lat 70., gdy dostarczało ponad połowę tego surowca.
Największe zagrożenie dla OPEC stanowi rosnące wydobycie w Rosji, gdzie czołowe przedsiębiorstwa naftowe, zachęcone wysokimi cenami w ciągu ostatnich dwóch lat, wyraźnie ożywiły działalność i w 2001 r. zamierzają zwiększyć produkcję o ok. 500 tys. baryłek dziennie. Nie zważają przy tym na słaby popyt oraz spadek cen.