Wydatki przyszłorocznego budżetu wyniosą 183,97 mld zł, dochody 143,97 mld zł, a deficyt nie przekroczy 40 mld zł. Zaplanowany wzrost gospodarczy ma wynieść 1% PKB, a średnioroczna inflacja - 4,5%.
- Przy słabej koniunkturze tylko wzrost przychodów z podatków o ok. 8 mld zł, uzyskany dzięki proponowanym przez nas zmianom, umożliwia uzyskanie prawie 144 mld zł dochodów - usprawiedliwiał zmiany w podatkach M. Belka. - Ten budżet to powrót do realizmu, to próba sypania wału przeciw nadciągającej powodzi - dodał.
Ową "powodzią" jest zagrożenie kryzysem finansów publicznych, którego nie zażegnał poprzedni rząd. Jednak - zdaniem M. Belki - istnieje spora szansa na poprawę sytuacji w latach kolejnych, a to dzięki przyjętej przez rząd zasadzie, iż wydatki będą rosły o stopę inflacji, podwyższoną o 1%.
- Jeżeli sytuacja gospodarcza nadal będzie się pogarszać i wpływy do budżetu nie wzrosną, deficyt budżetowy może być nawet większy - powiedział. - Jeśli jednak sytuacja się poprawi i dochody wzrosną, jest poważna szansa na jego redukcję czy nawet zrównoważenie budżetu.
Nie wiadomo, czy budżet spodoba się RPP. Jej członkowie od dłuższego czasu żądają zacieśnienia polityki fiskalnej i zmniejszania deficytu budżetowego, przy czym najważniejszy dla nich jest deficyt ekonomiczny. Dariusz Rosati, członek RPP, uważa, iż przy takim kształcie budżetu deficyt ekonomiczny finansów publicznych w roku przyszłym wyniesie 4,8% PKB.