Ostatni tydzień na giełdzie w Warszawie charakteryzował się dużą huśtawką nastrojów. Po raz kolejny dużą zasługę w tym miał Elektrim, który w samym dnie notowań kosztował 14 zł, czyli najmniej od marca 1996 roku. Przyczyny zamieszania wokół tej spółki są ciągle takie same, a mianowicie kłopoty finansowe. Wszystko powinno się jednak wyjaśnić do połowy grudnia, kiedy to przypada termin spłaty obligacji zamiennych. Moim zdaniem, bankructwo tej spółce nie grozi, ale jeśliby się ono zdarzyło, to miałoby to bardzo duże znaczenie dla całego polskiego rynku, który byłby dużo gorzej postrzegany przez zagranicznych inwestorów.
Perspektywy dla naszej giełdy w ciągu kilku najbliższych miesięcy oceniam pozytywnie. Wydaje mi się, że w drugim kwartale 2002 roku powinno być już widoczne ożywienie w gospodarce, a dodatkowo nad rynkiem wisi wciąż zapowiadane przekazanie zaległych składek do funduszy emerytalnych. Natomiast w ciągu najbliższych kilku tygodni rynek będzie się raczej poruszał w trendzie bocznym, mając silne wsparcie na WIG20 w okolicy 1150-1200 punktów, a opór w granicach 1350-1400 punktów. Dużym zagrożeniem dla naszego rynku jest wciąż zwalniająca europejska gospodarka, która jest w tym momencie motorem naszego wzrostu gospodarczego. Ostatnie dane na temat niemieckiego PKB opublikowane w środę są gorsze niż się spodziewał rynek, a to może nie wróżyć nic dobrego w najbliższym czasie.