To już druga nowelizacja tegorocznego budżetu. W pierwszej poprzedni rząd zwiększył o ok. 8,6 mld zł deficyt budżetowy, do 29,1 mld zł, oraz zmniejszył o taką samą kwotę dochody budżetu, do 152 mld zł. Nie zmieniony pozostał plan wydatków państwa, ustalony na 181 mld zł, jednak rząd zobowiązał się do blokady części wydatków. Jednak już od pewnego czasu było wiadomo, że dochody będą znacznie niższe od określonych w nowelizacji. W projekcie przyszłorocznego budżetu przewiduje się, iż wyniosą one niewiele ponad 141 mld zł. Przy zablokowaniu wydatków na kwotę ok. 8,5 mld zł, budżetowi brakuje ok. 2,5 mld zł. Jednak, jak powiedział minister finansów Marek Belka, druga nowelizacja, którą wczoraj zaakceptował rząd, nie ma na celu załatania tej dziury. - Sądzimy, że pewien niedobór w dochodach podatkowych, który może wystąpić, zostanie zrównoważony pewnymi oszczędnościami, np. związanymi z kosztami obsługi zadłużenia zagranicznego - stwierdził. - Nowelizacja ma na celu wcześniejszą spłatę zobowiązań budżetu.
Rząd postanowił zwiększyć o ok. 3,8 mld zł deficyt budżetowy, do kwoty ponad 32,9 mld zł, oraz - o tę samą kwotę - wydatki budżetu, które w rezultacie wyniosą 185,4 mld zł.
- Chodzi o spłatę zaległości tkwiących w Funduszu Pracy, w płatnościach dla kombatantów, w służbie zdrowia, związanych z procedurami wysokospecjalistycznymi, a także zaległości wobec PKO BP, związanych z realizacją książeczek mieszkaniowych - wyliczył M. Belka.
Oznacza to, że w tym roku OFE z zaległych składek nie otrzymają ani złotówki. Wczoraj Krzysztof Pater, wiceminister pracy, powiedział, iż ZUS szacuje, iż winien jest OFE ok. 4-4,5 mld zł składek oraz ok. 1-2 mld zł karnych odsetek.
Zwiększenie deficytu rząd chce sfinansować większą emisją papierów dłużnych, skierowanych na rynek krajowy. M. Belka stwierdził też, iż cała operacja będzie neutralna dla deficytu ekonomicznego w tym roku, który - wg prognoz - ma wynieść ok. 5% PKB.