Ameryka była beztroska, to prawda. Byliśmy o krok od zainkasowania ciosu, po którym osunęlibyśmy się na deski - to prawda. Wysunęliśmy podbródek do uderzenia i pozwolili na zadanie najmocniejszego ciosu, na jaki byłeś w stanie się zdobyć. Zatoczyliśmy się na liny, jednak nie padliśmy na deski. Ale skąd właściwie mogłeś znać wytrzymałość kapitalizmu?
Nie wiedziałeś, że masz do czynienia z systemem o takiej odporności. Zniszczyłeś serce amerykańskich rynków finansowych, a my zamknęliśmy na cztery dni nasze giełdy. Zanim uderzyłeś, na naszych rynkach od półtora roku trwały zawirowania. Sądziłeś, że każdy cios pośle nas na deski i będziemy liczeni, ale myliłeś się. Jak mógłbyś sobie wyobrazić, że w ciągu kilku tygodni nasze rynki będą wyżej niż w chwili ataku.
Czy byłby pan w stanie uwierzyć, panie bin Laden, że taka firma jak Cantor Fitzgerald ciągle funkcjonuje? Zamordowałeś jej siedmiuset pracowników, a tydzień później firma znowu dokonywała transakcji. Czy możesz sobie wyobrazić, że setki ocalałych, którym udało się uciec z walących się budynków, kilka dni potem było gotowych do pracy w prowizorycznych biurach? Czy możesz sobie wyobrazić, że firmy udostępniają biura swoim konkurentom, aby zapewnić stan wyjściowy?
Nie, panie bin Laden, nie mógł pan sobie tego wyobrazić, ponieważ nie zna pan siły naszych ludzi i systemu. Codziennie słyszymy o kolejnych zachorowaniach na wąglika. Rząd federalny ostrzega nas o zbliżających się następnych atakach. W takich okolicznościach nasze rynki powinny runąć, a nie rosnąć. Przed 11 września z rzadka widzieliśmy wzrosty, a stała wyprzedaż aktywów prowadziła do spadków indeksów. Teraz z kolei obserwujemy stałe akumulowanie w obliczu napływu negatywnych informacji, przerywane z rzadka krótkimi spadkami.
Zamierzał pan, panie bin Laden, zniszczyć nasze rynki, ale wbrew tym planom dał pan impet naszym giełdom i zapewnił zwyżkę.