Reklama

Recesja rynkom nie straszna

Ożywienie na światowych rynkach akcji zagościło na dobre. Tak w końcu miało być. Po raz kolejny potwierdziła się historyczna prawidłowość, że po szokach politycznych (w tym akurat przypadku, po tragedii z 11 września) rynki najpierw spadają, by następnie odrobić straty z nawiązką. Nasdaq zyskał prawie 10%, przebijając wreszcie 2000 pkt.

Publikacja: 08.12.2001 08:17

Stany Zjednoczone

Historia lubi się powtarzać. Rzeczywiście, amerykańskie indeksy rynków akcji po krótkotrwałej wyprzedaży odzyskały utracone pole i wspięły się zdecydowanie powyżej poziomu z sesji poprzedzającej wrześniowe ataki terrorystyczne na WTC i Pentagon. Tabela obok wskazuje jednoznacznie, że nie tylko amerykańskie rynki wydobyły się z szoku 11 września.

Liderem wzrostów okazał się Nasdaq, gdyż w okresie 10 września- -6 grudnia zyskał ponad 21%. Z tradycyjnych parkietów najlepiej w tym czasie radziła sobie giełda naszego sąsiada - Niemiec, gdyż DAX wzrósł o przeszło 13%. Cała dziesiątka najbardziej znaczących indeksów na świecie znajduje się już powyżej poziomu z 10 września. Oznacza to, że po raz kolejny potwierdziła się reguła, iż kryzysy polityczne, skutecznie następnie rozwiązywane przez rządy państw, stanowią impuls do wzrostów w perspektywie co najmniej średnioterminowej. Tyle statystyka.

Zastanawiające jest jednak, że tak jednomyślne wzrosty następują po pierwsze w obliczu wciąż nie zakończonego konfliktu w Afganistanie (choć tak naprawdę istotne jest opanowanie zalewu terroryzmu), a ponadto w obliczu pogrążania się gospodarki światowej w recesji.

Owszem, konflikt afgański zmierza ku rozstrzygnięciu, które jest po myśli większości społeczeństw na świecie. Kapitulacja Kandaharu oznacza, że reżim talibów utracił ostatnią ostoję i zostaje zmuszony do walki partyzanckiej z wojskami Sojuszu Północnego, wspieranego przez koalicję zmontowaną przez Stany Zjednoczone.

Reklama
Reklama

Wciąż jednak istnieją pewne niewiadome. Bin Laden nie został pochwycony (niewykluczone że nie zostanie złapany żywy, co może, paradoksalnie, być na rękę wielu rządom na świecie). Rząd Jedności Narodowej w Afganistanie to sprawa raczej dalsza niż bliższa.

To nie koniec dylematów, z jakimi zmaga się współczesny świat. To, w co tak niewielu początkowo wierzyło, staje się w końcu faktem. Mowa o recesji. Przed rokiem większość analityków była zdania, że występujące oznaki spowolnienia gospodarczego są jedynie tymczasowe i Ameryka ponownie powróci na ścieżkę szybkiego wzrostu. Spośród największych banków inwestycyjnych przed nadmiernym optymizmem przestrzegali jedynie eksperci Morgan Stanley Dean Witter (MSDW). Twierdzili, że recesja jest nieuchronna i wkrótce obejmie swoim zasięgiem cały świat. W miarę upływu czasu coraz więcej obserwatorów przyłączało się do tej tezy.

Jednocześnie coraz częściej powątpiewano w możliwość wejścia gospodarki w fazę szybkiego wzrostu, do jakiego społeczeństwo Stanów Zjednoczonych było przyzwyczajone w poprzedniej dekadzie. Policy mix tandemu Bush/Greenspan, mimo o wiele wcześniejszego wprowadzenia niż w przypadku Eurolandu, wciąż nie daje upragnionych rezultatów. A trzeba przyznać, że efekty styczniowych i - w mniejszym stopniu - wiosennych obniżek stóp procentowych powinny być już od pewnego czasu odczuwane. PKB w III kwartale br. spadł o 1,1%. Jest to pierwszy kwartał o ujemnym PKB, co jeszcze nie wypełnia kryteriów podręcznikowej recesji, jednak mało kto wierzy, że obecny kwartał będzie lepszy. Prestiżowy instytut analityczny NBER jednoznacznie stwierdził, że Amerykę trawi recesja (według niego, zaczęła się ona już w marcu 2001 r.).

Z punktu widzenia analizy technicznej, korzystnie wygląda sytuacja na Średniej Przemysłowej (DJIA) i S&P 500. Średnioterminowy trend wzrostowy na DJIA nie jest zagrożony, dopóki nie zostanie przełamana linia wyznaczona przez lokalne minima z 24 IX, 1 XI oraz 4 XII 2001 r. W miniony czwartek indeks uporał się nawet z długoterminową średnią kroczącą, co jest właściwym objawem aktywności popytu.Podobnie wygląda sytuacja na indeksie rynku szerokiego. S&P 500 porusza się wzdłuż linii trendu, zapoczątkowanego 24 września tego roku. Impet kupujących jest tak znaczny, że pokonana została długoterminowa linia trendu spadkowego (od września 2000 roku). O tym, że wzrosty zagoszczą na rynku na dłużej, przekona jednak dopiero udany test poziomu 1180 pkt., gdzie znajduje się długoterminowa średnia krocząca.

Najbardziej dynamiczne wzrosty miały miejsce na giełdzie technologicznej. Od trzeciej dekady września Nasdaq Composite znajduje się w nieprzerwanym trendzie wzrostowym. O tym, że indeks będzie zmierzał ku poziomowi 2000 pkt., można było się przekonać, gdy została pokonana średnioterminowa średnia krocząca (w październiku br.). Obecnie indeks zmaga się z długoterminową średnią kroczącą. Formalnie wyznacza ona opór na drodze ku dalszym zwyżkom. W rzeczywistości w ostatnich trzech latach ani razu nie powstrzymała aktywności strony popytowej. Po pokonaniu SK-200 przed indeksem giełdy technologicznej otworem stanie spora przestrzeń do kontynuacji fali wzrostowej, której ograniczeniem jest strefa oporu na wysokości 2300-2600 pkt. (2300 pkt. szczyt majowy, 2450-2550 pkt. luka bessy z lutego).

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na stronę fundamentalną ostatnich wzrostów na Nasdaq. Trudno znaleźć przekonujące argumenty świadczące o tym, że nadchodzi ożywienie w sektorze zaawansowanych technologii. Przeciwnie, słabnący popyt konsumpcyjny daje się najbardziej we znaki produktom high-tech. Kursy akcji spółek technologicznych jednak rosną. Analitycy MSDW w eseju inwestycyjnym pod znamiennym tytułem "The Recovery Bubble" (czyli "Bańka Ożywienia") obliczyli, że wskaźnik P/E, uwzględniający przyszłoroczne zyski firm high-tech wynosi 50 i jest zbliżony do tego, który charakteryzował sektor, kiedy Nasdaq Composite liczył 5000 pkt. Tyle tylko, że obecnie indeks ma wartość 2000 pkt.

Reklama
Reklama

Owszem, możliwe że prognozy zysków są niedoszacowane, jednak Steve Galbraith z MSDW stwierdził, że nawet przy założeniu trzykrotnego odchylenia standardowego in plus w stosunku do konsensusu (co okazuje się bezprecedensowe w historii rynku) przyszłe zyski będą wciąż o połowę przewartościowane, mierząc indeksem.

Obserwowane od kilku tygodni wzrosty stanowią prawdopodobnie pułapkę dla inwestorów, którzy zbyt pochopnie oceniają dotkliwość i trwałość recesji, w której pogrążają się Stany Zjednoczone. Dynamika zwyżki również nie rokuje niczego dobrego. Zyski spółek w III kwartale spadły do 19-letniego minimum (spadek o 8,3% w stosunku do II kwartału br. i 29,5% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego). W ten sposób zyski są już niższe w porównaniu z ostatnią recesją z lat 1990-91 i zbliżają się do poziomu recesji z początku lat 80.

Rosnące bezrobocie i niepewna sytuacja na arenie międzynarodowej silnie oddziałują na wskaźniki nastroju. Conference Board spadł w listopadzie po raz ósmy z rzędu, do 82,2 pkt. Rynki zachowują się tak, jakby próbowały dyskontować ożywienie, którego oznak jednak nie widać i nie nastąpi ono wcześniej niż w połowie 2002 r. Optymizm inwestorów jest zadziwiający. Większość nie ma racji. Warto zatem rozważyć scenariusz, zakładający rozpoczęcie fazy przeceny.

Japonia

Mniej obiecujące wskazania daje analiza techniczna w przypadku indeksu opisującego koniunkturę w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wprawdzie Nikkei 225 na fali ogólnoświatowych wzrostów zyskał niespełna 2%, jednak nie umożliwiło to przełamania najpoważniejszego oporu w postaci długoterminowej linii trendu spadkowego. Podaż ma się zatem całkiem dobrze i do chwili pokonania wspomnianej linii oraz długoterminowej średniej kroczącej (12 000 pkt.) nie należy w Japonii oczekiwać trwałych wzrostów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama