Obligacje to papiery bardzo bezpieczne. Nieco bardziej ryzykowane są akcje, jeszcze bardziej kontrakty terminowe. Taki jest w powszechnej świadomości podział instrumentów finansowych ze względu na ryzyko. Czasem jednak mają miejsce wydarzenia, które uzmysławiają nam, że to chyba nie do końca jest prawda.

Nie ma większego sensu mówienie o ryzyku instrumentów finansowych, bez uwzględniania portfela, w którym one się znajdują. Posiadanie jednego kontraktu terminowego na WIG20 wiąże się z bardzo małym ryzykiem, jeśli mam na rachunku 100 tys. zł. Zbankrutuję dopiero wtedy, jeśli wartość indeksu zmieni się o 10 tys. punktów, a ja po drodze nic nie zrobię. Znacznie bardziej jestem wystawiony na ryzyko, jeśli za te same 100 tys. zł mam w portfelu 5000 akcji Elektrimu. Wystarczy przecież, że spółka zbankrutuje i nie będę miał praktycznie nic. Niemożliwe? O wiele łatwiej sobie to wyobrazić niż zmianę WIG20 o 10 tys. punktów. Generalnie lepiej swojego portfela nie przeładowywać jednym rodzajem aktywów.

Boleśnie przekonali się o tym uczestnicy funduszu emerytalnego Uniwersytetu stanu Illinois, który w jeden dzień stracił prawie 70% swoich aktywów. Stało się tak, bo 7 z posiadanych 10,5 mld dolarów fundusz zainwestował w akcje produkującego energię Enrona. Upadek firmy był zaskakujący, gdyż jej zarząd ukrywał straty i zawyżał zyski.

Od funduszu emerytalnego Uniwersytetu stanu Ilinois już tylko krok, a właściwie kroczek, do naszych OFE. Ponad połowę aktywów każdy z tych funduszy (oprócz OFE Dom) zainwestował w skarbowe papiery dłużne. Największe zaufanie do naszego skarbu państwa ma AIG. Na koniec listopada ponad 78% aktywów trzymał w dłużnych papierach skarbowych. Ciekaw jestem, która to szkoła inwestycyjna zaleca trzymanie tak dużej części portfela w papierach jednego emitenta? Czy to nie jest zbyt ryzykowne?

Pewnie trudno wyobrazić sobie niewypłacalność Polski. Faktem jednak jest, że obligacje Argentyny notowane są poniżej 40% wartości nominału.