W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,07 zł, za euro 3,63 zł, odpowiadało to poziomowi 10,8% powyżej starego parytetu. Właściwie od razu skoczyliśmy na 10,9%. Potem złoty umacniał się dalej, ale już w wolniejszym tempie. Popyt zgłaszany głównie przez inwestorów zagranicznych wystarczył, aby najpierw pokonać 11%, a potem około 13.30 dotrzeć do 11,3%. Dolar potaniał o 1,5 grosza, wspólna waluta o 2 grosze. Ponieważ na rynku USD/zł zbliżyliśmy się do ważnego z technicznego punktu widzenia poziomu 4,05 zł, część inwestorów (również głównie zagranicznych) zaczęła reagować. Doszło więc do korekty. Około 15.00 byliśmy na 11,1%, kursy wynosiły 4,06 zł i 3,616 zł. Do końca notowań niewiele się już działo.

Wtorek był spokojnym dniem. Nie ma impulsów, które mogłyby zachęcić do kupowania lub sprzedawania złotego. Czekamy na dane makroekonomiczne, na kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej oraz nowe informacje o budżecie i pracach nad ustawami okołobudżetowymi.

Także na rynku papierów skarbowych było spokojnie. Rano ceny nieco wzrosły, ale dość szybko znaleźli się chętni do sprzedawania i wróciliśmy na poziomy z poniedziałkowego zamknięcia. Trzecia aukcja zamiany obligacji znowu spotkała się z raczej umiarkowanym zainteresowaniem. Popyt wyniósł bowiem niecałe 500 mln zł (do zamiany zaoferowano 3,0-4,5 mld zł obligacji). Ministerstwo zdecydowało się sprzedać papiery o nominale 191 mln zł.

Rynek eurodolara podporządkowany był we wtorek ostatniemu w tym roku posiedzeniu Banku Rezerwy Federalnej. Panowała atmosfera wyczekiwania i niewiele się w związku z tym działo. Oscylowaliśmy wokół poziomu 0,89. Zdecydowanie przeważał pogląd, że dojdzie do cięcia o kolejne 25 pkt. bazowych. Mówiło się również o tym, że może to nie być ostatnia obniżka. Do kolejnej mogłoby dojść już w styczniu. Wciąż panuje przekonanie, że największa gospodarka świata jest właściwie w recesji, do której przyczyniły się również ataki terrorystyczne z początku września. Ekonomistów martwi przede wszystkim silny i szybki wzrost bezrobocia. Spadła wyraźnie produkcja, pogorszyły się wyniki spółek. Co prawda, w październiku znacznie wzrosła sprzedaż detaliczna, co według niektórych analityków może oznaczać początek końca kłopotów, ale trzeba pamiętać, że do tego wzrostu przyczyniła się wyjątkowo atrakcyjna oferta producentów samochodów, co nieco zaburza obraz. Mimo wszystko wciąż przeważa pogląd się, że ożywienie w USA może zacząć się najwcześniej w pierwszej połowie 2002 roku, a część przedstawicieli Fed mówi nawet o drugim półroczu. I właśnie dlatego rynek oczekuje kolejnych obniżek.