Otwarcie w USA wypadło kiepsko, bo Nasdaq znalazł się poniżej linii trendu rosnącego, co nie jest dobrym prognostykiem na dzisiejszą sesję. Nasz rynek jest tak słaby, że musiałoby chyba dojść do bardzo silnych zwyżek w USA, by pociągnąć go w górę. W takiej sytuacji, jak mamy obecnie, nie widać nadziei na szybką poprawę perspektyw. Spółki spadają solidarnie, wymieniając się jedynie palmą pierwszeństwa w głębokości zniżki.
Od strony technicznej zostały przełamane dwa kolejne wsparcia, wyznaczone przez dołek z 7 listopada i wrześniowy szczyt koniunktury. To pokazuje, że trend spadkowy ma coraz większy impet, więc rozmowa o ewentualnym wzroście może dotyczyć prognozy krótkotrwałej poprawy sytuacji, która nie może być traktowana inaczej, jak w kategorii lokalnej korekty spadków. Cóż, można przypomnieć, iż minimalny ich zasięg, wynikający z realizacji formacji głowy z ramionami to 1130 pkt. i dopiero tam spodziewałbym się większego odbicia. Przy tych wszystkich uwagach nie trzeba chyba dodawać, iż nie jest to dobry moment na kupowanie akcji, tym bardziej, że dopiero w tym tygodniu doszło do wykrystalizowania się sytuacji rynkowej i zmiany trendu. Po tak długo tworzonej formacji wierzchołkowej nie należy się spodziewać, by niedźwiedzie szybko oddały inicjatywę.
W tym kontekście rozważania na temat tego, czy trwające zniżki mają wtórny charakter wobec jesiennych wzrostów, czy też są początkiem powrotu do głównego trendu spadkowego mają drugorzędne znaczenie.
Kolejnym wsparciem jest 50% zniesienie wzrostów i dołek z 19 października przy 1157 pkt., oporem połowa dzisiejszej wysokiej czarnej świecy.
Krzysztof Stępień