W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,041 zł, za euro 3,625 zł, odpowiadało to 11,25% powyżej starego parytetu. Po pół godzinie byliśmy już na 11,7%. Dolar potaniał o 2,1 grosza, wspólna waluta o 1,8 grosza. Wtedy przeważyła podaż i doszło do odreagowania. O 10.00 byliśmy na 11,5%, przy kursach 4,028 i 3,615. Przez następne cztery godziny nic się właściwie nie działo, poziomy były stabilne. Około 14.00 znowu lekko przeważyły oferty kupna. Kończyliśmy na 11,6%. USD ceniono na 4,025 zł, euro na 3,613 zł.
Złoty rano bardzo szybko się umocnił. Zaczęło się od zwykłego zlecenia klientowskiego nie związanego ze spekulacją (np. eksporter lub importer) i tak dotarliśmy na rynku USD/zł do ważnego z technicznego punktu widzenia poziomu 4,04. W efekcie po chwili byliśmy już na 4,02. Nie zmienia to jednak faktu, że rynek wciąż jest niemrawy, nie dokonuje się dużej liczby transakcji, a te, które są przeprowadzane, opiewają raczej na niewielkie kwoty.
Późnym popołudniem opublikowano wywiad z wicepremierem Markiem Belką. Powiedział on między innymi, że obawia się zaostrzenia polityki monetarnej w przypadku, gdyby w drugiej połowie 2002 roku doszło do ożywienia gospodarki i związanego z tym wzrostu inflacji. Według ministra finansów wzrost nawet jedynie do 5% rok/rok może zachęcić Radę do podwyższenia stóp procentowych. M. Belka spodziewa się kolejnej redukcji w pierwszym kwartale 2002 (a więc po uchwaleniu ustaw okołobudżetowych lub nawet dopiero po uchwaleniu samego budżetu), po czym nastąpi stabilizacja.
Rano za euro płacono 0,8982 USD. Potem mieliśmy do czynienia ze słabym trendem spadkowym. O 11.00 byliśmy na 0,8966. Wtedy przeważył popyt. Proces wzrostu wartości wspólnej waluty przyspieszył po opublikowaniu danych o gospodarce amerykańskiej. O 14.40 było 0,899. Kończyliśmy jednak niżej na 0,8975.
Jeszcze przed rozpoczęciem notowań poznaliśmy dane o sprzedaży detalicznej oraz o cenach hurtowych w Niemczech. W obu przypadkach zanotowano miesięczne spadki, co zostało odebrane jednoznacznie: mamy do czynienia ze słabym popytem wewnętrznym, a więc jest to kolejne potwierdzenie tego, że gospodarka zwalnia. Stąd poranny spadek wartości euro. Po południu, o 14.30, poznaliśmy z kolei szereg danych dotyczących USA. Były one niejednoznaczne. PPI ,co prawda, spadł wyraźnie, ale już wskaźnik skorygowany o ceny żywności i energii (której nośniki, jak wiemy, taniały) wzrósł, co może oznacza nieco większe zainteresowanie produktami. Jednocześnie jednak po silnym wzroście w październiku spadła sprzedaż detaliczna i to bardziej, niż prognozowali analitycy. Poza tym spadła liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych. W sumie po tych informacjach dolar stracił nieco na wartości.