Ponieważ od ostatecznych decyzji Rosji, Meksyku i Norwegii zależy skoordynowane ograniczenie wydobycia, więc opóźnienie porozumienia sprzyjało zniżce cen tego surowca. Wystarczającą zachętą dla trzech wspomnianych państw nie było nawet elastyczne podejście OPEC dotyczące długości okresu, w którym miałyby one ograniczyć produkcję. Za niższymi notowaniami przemawiał ponadto spadek zapotrzebowania na olej opałowy w USA w związku z wysoką temperaturą w północno--zachodniej części kraju. Do tego doszła pesymistyczna prognoza EBC dotycząca koniunktury w strefie euro. Od połowy tygodnia ceny ropy zaczęły jednak ponownie rosnąć. Czynnikiem pobudzającym zwyżkę notowań były oficjalne dane, które wykazały zmniejszenie zapasów ropy w USA. Podważyły one informację o ich zwiększeniu, podaną wcześniej przez American Petroleum Institute. Po wahaniach cena baryłki gatunku Brent z dostawą w styczniu spadła w Londynie do 18,41 USD z 19,03 USD w poprzedni piątek.
Złoto, po przejściowym spadku notowań w poniedziałek i wtorek, zdrożało w skali tygodnia nieznacznie, z 274,55 USD do 275,25 USD za uncję. Do wtorku aktywność inwestorów osłabiała oczekiwanie na decyzję Zarządu Rezerwy Federalnej w sprawie polityki pieniężnej USA. Później, już po obniżce stóp procentowych, cena złota zaczęła rosnąć, korzystając z lepszego popytu fizycznego oraz stosunkowo słabej pozycji dolara.
Wahania notowań wystąpiły również na rynku miedzi. Początkowy spadek ceny ustąpił zwyżce po obniżeniu we wtorek oprocentowania przez amerykański bank centralny. Ostatecznie przeważyły jednak negatywne czynniki, tj. wzrost zapasów pozostających w dyspozycji Londyńskiej Giełdy Metali, spodziewany spadek zapotrzebowania w okresie świątecznym oraz ogólnie niekorzystna koniunktura w gospodarce światowej. W piątek za tonę miedzi w kontraktach trzymiesięcznych płacono w Londynie 1465 USD wobec 1490 USD w końcu poprzedniego tygodnia