- To najgorszy wynik od lat, bo nawet w niezbyt dobrym 1992 roku PKB wzrósł o 1,5% - powiedział J. Witkowski. Z gospodarką dzieje się źle. O ile październikowe dane o wzroście produkcji pozwalały jeszcze wierzyć, że coś drgnęło, to nadzieje zostały rozwiane przez informacje z listopada. Spadek produkcji w przemyśle i budownictwie oraz pogarszająca się kondycja finansowa firm nie pozwalają na prognozowanie, że w IV kwartale gospodarka przyspieszy. Rachityczny wzrost podtrzymywany jest jedynie przez rozwijające się coraz szybciej usługi, choć i w tym sektorze niektóre branże notują spadek. Zdaniem wiceprezesa GUS Janusza Witkowskiego (na fot.), nie należy oczekiwać w najbliższych kilku miesiącach ożywienia gospodarczego.

Na domiar wszystkiego narasta bezrobocie. W listopadzie bez pracy było ponad 3 mln osób, prawie o 80 tys. więcej niż w październiku, oraz o ponad 409 tys. więcej niż w listopadzie 2000 r. Wskaźnik bezrobocia na koniec listopada wynosił 16,8% ludności zawodowo czynnej, gdy w październiku było to 16,4%, a w listopadzie 2000 r. - 14,5%. I nie należy się spodziewać poprawy. - Aż 3 tys. przedsiębiorstw przewiduje dalsze redukcje zatrudnienia, łącznie o ok. 100 tys. osób - powiedział Janusz Witkowski.

Najgorzej radzą sobie firmy wytwarzające dobra inwestycyjne, które zanotowały spadek produkcji, nie zmienia się zaś sytuacja przedsiębiorstw wytwarzających dobra zaopatrzeniowe. Rośnie za to produkcja firm, oferujących produkty konsumpcyjne. Może to wynikać po części ze wzrostu płac realnych. Ich wzrost jest jednak skutkiem spadku inflacji, a nie szybkiego wzrostu płac nominalnych, bo te, jak do tej pory, nie wzrosły nawet o wskaźnik ustalony przez Komisję Trójstronną. Łącznie więc wynagrodzenia realnie wzrosły o 1,7%, a więc nieco więcej niż w roku 2000, gdy zwiększyły się o 1,6%. Znacznie szybciej od płac rosły renty i emerytury - pozarolnicze o ponad 4%, a rolnicze - o 3,8%.

Jednak nie wiadomo, czy rosnące płace realne i powiększająca się konsumpcja wystarczą, aby pobudzić gospodarkę. Na razie perspektywy są niewesołe. - Mamy bardzo trudną sytuację finansową przedsiębiorstw, dramatyczną sytuację na rynku pracy, niekorzystny dla wzrostu PKB spadek inwestycji i brak poprawy warunków życia - powiedział J. Witkowski. - Do tego dochodzi trudna sytuacja finansów publicznych. Tylko inflacja się poprawiła. Jednak biorąc to wszystko pod uwagę, widać, iż warunki, w jakich gospodarka wchodzi w nowy rok, są wyjątkowo trudne. I chyba należy się zgodzić z tymi, którzy nie oczekują w najbliższych kilku miesiącach ożywienia.