Ale za to od
przyszłego roku
każdy, kto będzie chciał pojechać
na wakacje na wyspy greckie, na narty
do Austrii czy
Ale za to od
przyszłego roku
każdy, kto będzie chciał pojechać
na wakacje na wyspy greckie, na narty
do Austrii czy
na hiszpańskie plaże, będzie płacił
jedną walutą.
Od 1 stycznia
przyszłego roku
do obiegu
w 12 krajach
europejskich
wchodzi euro,
które do tej pory
funkcjonowało
w obrocie
bezgotówkowym. Wprowadzenie nowej waluty,
która m.in. zastąpi niemiecką markę, austriackiego
szylinga i franka francuskiego,
będzie się wiązało
z pewnymi
kłopotami dla tych,
którzy posiadają wycofywane
pieniądze.
Ale za to od
przyszłego roku
każdy, kto będzie chciał pojechać
na wakacje na wyspy greckie, na narty
do Austrii czy
na hiszpańskie plaże, będzie płacił
jedną walutą.
Euro pojawiło się na świecie 1 stycznia 1999 r. Na początku miały z nim do czynienia głównie banki i różnego rodzaju instytucje, które prowadzą obrót bezgotówkowy. Zwykli ludzie nadal posługiwali się walutami krajowymi, które jednak przestały już być niezależnym pieniądzem, gdyż ich wartość została na stałe związana z euro i uzależniona od zmian kursu wspólnej waluty. 31 grudnia tego roku kończy się ten okres przejściowy - od 1 stycznia zaczynają znikać także banknoty i monety walut narodowych i na placu boju pozostanie jedynie euro.
W banku tanio
Jeszcze przez pewien czas większością walut narodowych będzie można się posługiwać prawie jak do tej pory i na nie zmienionych zasadach je wymieniać. Prawie, bo nie będzie tak w każdym przypadku. Przykładowo, marka niemiecka przestaje być środkiem płatniczym w Niemczech w chwili, gdy sylwestrowe zegary wybiją początek nowego roku 2002. O ile w Niemczech jeszcze przez jakiś czas będzie się nią można posługiwać - niemieckie stowarzyszenia kupców uzgodniły między sobą, iż będą honorować marki, choć z formalnego punktu widzenia tracą one wartość - to już w innych krajach wraz z wybiciem północy niemiecka waluta staje się właściwie bezwartościowym papierem. W Polsce np. oznacza to, iż nie będą mogły nią obracać kantory. Ten sam los spotka także inne waluty do końca lutego.
Najmniej problemu z wymianą będą mieli ci, którzy mają waluty narodowe zdeponowane w bankach. Na koniec roku zostaną one przeliczone na euro po kursie wyznaczonym przez NBP bez opłat. Oznacza to, iż ci, którzy mają na kontach np. marki czy franki, jeśli zechcą po 1 stycznia wypłacić część pieniędzy, otrzymają już euro. Banki zachęcają klientów do wcześniejszego złożenia zlecenia wymiany walut na euro, zwykle też bez opłat. Proponują także osobom, które posiadają waluty krajów dwunastki, do założenia lokat przed 1 stycznia 2002 r. - one także bowiem zostaną bezpłatnie przeliczone na euro. Niektóre banki, np. Pekao SA, już od dawna nie prowadzą rachunków w walutach krajów 12-tki, ale w euro, przy czym jednak do końca roku można na nie wpłacać dowolne waluty i dowolne wypłacać.
Nieco inaczej sprawa wygląda z firmami czy też obcokrajowcami zamieszkałymi w Polsce. Rzecz w tym, iż specjalna ustawa, dotycząca trybu wymiany walut narodowych na euro w Polsce, określa jej warunki wobec obywateli polskich. Firmy i osoby nie posiadające polskiego obywatelstwa będą podlegały innym zasadom. Jakim? W przypadku firm będą one zapewne takie same jak te, które obowiązywały we wcześniejszej współpracy danego przedsiębiorstwa z bankiem, toteż w grę zapewne będzie wchodziła sprzedaż danej waluty oraz zakup euro. Sposób wymiany pieniędzy przez obcokrajowców będzie zależeć od samych banków.
Czas to pieniądz
Jak to bywa w przypadku większości wymian, także i na wprowadzeniu euro można stracić. Ci, którzy nie pozbyli się jeszcze marek, franków czy szylingów, a pałają awersją do banków, powinni szybko sprzedać posiadane waluty. Do chwili, gdy wyjdą one z obiegu, czyli najpóźniej do 28 lutego przyszłego roku, można nimi bowiem będzie obracać na takich samych zasadach, jak do Jednak należy się liczyć z tym, że im bliżej będzie daty ostatecznego zastąpienia danej waluty euro, tym mniej się będzie za nią dostawało. Powód jest prosty - po wycofaniu waluty z obiegu to, co wcześniej było pieniądzem, stanie się zwykłym papierem czy metalem, które trzeba będzie przetransportować do jednego z banków centralnych krajów 12-tki, aby odzyskać część wartości.
Poza tym, właściciele kantorów obawiają się, iż wprowadzenie euro będzie oznaczało dla nich straty - zamiast 12 walut będzie jedna, dlatego spadną wpływy z prowizji. W tej sytuacji możliwe jest, że ceny skupu walut 12-tki, choć nie tylko, spadną, bo kantory będą chciały sobie odbić przyszłe straty, a i ruch w tych firmach wzrośnie. Jednak należy pamiętać, iż kantory nie dokonują wymiany, a tylko skupują waluty, płacąc z złotówkach, a także, że nie będą mogły obracać daną walutą po tym, jak wyjdzie ona z obiegu w danym kraju. Czyli np. marka zniknie z nich już 1 stycznia 2002 r.
Właśnie ze względu na konieczność transportu i ochrony wycofanych pieniędzy banki, które jako jedyne - poza NBP - będą wymieniać waluty, zamierzają pobierać od 1 stycznia prowizję od tej czynności. Taką prowizję wprowadził już NBP, który od wymiany banknotów pobierać będzie 2% wartości, a od bilonu - aż 50%. Zapewne banki komercyjne nie będą tańsze od banku centralnego. Wielkość prowizji może ograniczyć minister finansów, ustalając jej maksymalny poziom.
Na dodatek, te opłaty będą obowiązywać tylko przez rok. Potem część banków zrezygnuje ze skupywania wycofanych pieniędzy, a te instytucje, które nadal zechcą dokonywać wymiany, będą pobierały większe sumy.
Może się więc okazać, iż za kilka lat osobie, która znajdzie gdzieś zapomniane marki i garść fenigów, będzie pozostawało albo rozejrzeć się za jakimś kolekcjonerem, który cokolwiek zechce zapłacić, albo samemu się pofatygować do jednego z oddziałów Bundesbanku na terenie Niemiec.
Zwłaszcza że banki nie mają wcale obowiązku wymieniać wszystkich 12 walut i spora część z nich zdecydowała się na przyjmowanie jedynie kilku najbardziej popularnych, czyli marek, austriackich szylingów czy franków. Z grecką drachmą czy portugalskim eskudo może być problem.
Ci, którzy banków nie lubią, będą musieli się mocno nagimnastykować, żeby na tej operacji nie stracić. Jest jednak niewielka szansa, iż uda się im zarobić - jeśli za sprzedane marki czy franki kupią dolary czy inną walutę, uznawaną za bezpieczną. Część analityków bowiem ostrzega, choć niezbyt głośno, iż wprowadzenie euro do obiegu będzie miało kilka negatywnych konsekwencji. Przede wszystkim obawiają się oni wzrostu inflacji przy przeliczaniu cen towarów i usług na wspólną walutę. W niektórych prognozach mówi się, iż impuls inflacyjny wyniesie nawet do 1 pkt. proc., czyli - jak na warunki UE - będzie bardzo duży. Większa inflacja zaś będzie oznaczać spadek wartości euro. Poza tym, specjaliści obawiają się wymiany walut narodowych na euro w krajach spoza UE. Istnieje bowiem spore ryzyko, że ludzie spoza UE nie będą chcieli wymieniać walut narodowych, zwłaszcza marek niemieckich, na euro, a po prostu sprzedadzą je i przerzucą się na inne, uważane także za bezpieczne, jak dolar czy funt brytyjski. W tej sytuacji może dojść do mocnego spadku wartości euro.
Jednak ostrzegawcze prognozy mogą się nie zrealizować, a prawdziwe będą szacunki, mówiące o tym, iż wymiana będzie miała pozytywny wpływ na PKB krajów 12-tki. To zaś może spowodować wzrost kursu euro. A wtedy osoby, które wybrały dolara czy funta, stracą.
Warunki się
nie zmieniają
Wymiana walut narodowych na euro w Polsce prowadzona jest według zasady, że nie oznacza ona zmiany warunków umów. W efekcie bank nie może zaoferować klientowi niższego oprocentowania depozytu tylko dlatego, iż nominowany on będzie w euro, a nie - jak wcześniej - w markach niemieckich. Jeśli więc ktoś ma obecnie lokatę dewizową, oprocentowaną wyżej niż analogiczny depozyt w euro, po 1 stycznia będzie dostawał ten sam procent. Zmiana warunków nastąpi dopiero po przedłużeniu umowy. Może to doprowadzić do takiej sytuacji, iż osoba, mająca w banku dwa depozyty w euro, z których wcześniej jeden prowadzony był np. w austriackich szylingach i został przewalutowany, będzie otrzymywała z każdego inny procent.
Jednak nie zawsze ów brak zmiany warunków będzie korzystny dla klientów. Podobna sytuacja będzie miała miejsce w przypadku kredytów - mimo zmiany waluty, warunki się nie zmienią, co z kolei może doprowadzić do sytuacji, w której odsetki od pożyczki będą wyższe, niż gdyby została ona zaciągnięta w roku przyszłym. Osoby, które rozważają teraz wzięcie kredytu nominowanego w jednej z walut krajów 12-tki, powinny się dokładnie przyjrzeć ofercie bankowej - oczywiście, o ile dany bank udziela jeszcze kredytów nominowanych w tych walutach. Może się okazać, iż warto będzie poczekać, aby zaoszczędzić trochę na odsetkach od kredytu.
Zapewne nie zmienią się warunki dla firm. Jeśli jakaś z nich prowadziła kilka rachunków na potrzeby handlu z krajami należącymi do unii monetarnej, warto będzie je scalić, aby zaoszczędzić na opłatach. Jednak o takie scalenie należy poprosić bank, gdyż samodzielnie tego nie zrobi.
Nie należy też liczyć, iż spadną np. opłaty od przelewów. Nie chcą ich obniżać nawet te banki, które działają na terenie unii monetarnej, odpowiadając, iż trzeba będzie jeszcze na to poczekać. Tym bardziej więc nie zrobią tego banki polskie, gdyż dla nich przelew w euro, np. do Niemiec, to nadal jest przelew za granicę, dokonywany w walucie obcej.
Korzyści
Ekonomiści wyliczają kilkanaście zalet wprowadzenia jednej waluty w kilku krajach. Przede wszystkim odpadną koszty wymiany pieniędzy narodowych. Tego dobrodziejstwa, którego już dostąpiły banki, od 2 lat rozliczające się w euro, teraz będą mogli spróbować obywatele. Np. Niemcy za wakacje w Grecji, narty w Austrii czy wino we Francji zapłacą w tej samej walucie, w której otrzymają pensje. Łatwiej się będzie też zorientować, gdzie dany towar jest tańszy. Ekonomiści więc liczą, iż po pewnym czasie dojdzie do wyrównania cen na terenie wszystkich krajów unii monetarnej. Ostrzegają jednak, że nastąpi to głównie przez podwyżki cen tanich towarów, a nie obniżki drogich, i podniesie się inflacja.
Łatwiej będzie też porównywać płace w poszczególnych krajach, toteż mieszkańcy Unii Europejskiej zapewne częściej będą się przenosić z kraju do kraju w poszukiwaniu lepszych zarobków. To jednak znowu spowoduje podwyżki płac w tych miejscach, gdzie są one niższe, co znowu przerodzi się w kolejny impuls inflacyjny.
Dla Polaków euro to przede wszystkim spore ułatwienie w podróży - nie trzeba będzie w każdym kolejnym kraju kupować nowej waluty, a za wszystko będzie można zapłacić w euro, kupionym jeszcze w Polsce. A za pewien czas - prognozy mówią o roku 2006 lub 2007 - euro może się też pojawić w naszych portfelach, jeśli nasz kraj zdecyduje się na przyjęcie wspólnej waluty i spełni wszystkie wymagane do tego kryteria.
Globalna roczna produkcja srebra od lat waha się w przedziale od 800 do 900 milionów uncji – czasami nieco więce...
Bezpieczeństwo żywnościowe, technologie jutra i kierunki dla handlu. Branża spożywcza i rynek z konsumentami w c...
- Nie zakładamy już stabilizacji długu w średnim terminie, przy braku dodatkowych działań konsolidacyjnych. Prog...
Cele polityki energetycznej nakreślone są na wiele lat w przód, ale ich realizacja trwa już od długiego czasu. Z...
– Naszym celem jest większa kontrola i lepsza ochrona graczy – mówi Jari Vähänen, przewodniczący Fińskiego Stowa...
Udało nam się zmienić domenę .pl z jednej z najniebezpieczniejszych, w których jest najwięcej stron scamowych, w...