Tym razem NFI oferuje 7 zł za papier. Cena jest wyższa niż w pierwszym wezwaniu. Rezultaty są więc także lepsze. Podczas pierwszego wezwania NFI chciał kupić 25% własnych akcji minus jeden walor. Kupił jedynie 1,77 mln papierów, czyli ponad 5%. Zarząd NFI przyznał, że popełnił błąd, oferując zbyt niską cenę. Płacił bowiem 5,6 zł za akcję, co w stosunku do ówczesnych notowań giełdowych dawało jedynie 6,6-proc. premię. W innych funduszach sięgała ona od 10% w przypadku Hetmana do 40% w przypadku Octavy.
Teraz, płacąc 7 zł za walor, NFI zaoferował ponad 14-proc. premię w stosunku do notowań poprzedzających bezpośrednio operację, przy średniej z 6 miesięcy wynoszącej 4,92 zł. NFI zamierza kupić w wezwaniu ponad 5 740 tys. akcji, reprezentujących 19,1% kapitału. Akcje, na których sprzedaż inwestorzy zdecydowali się w trakcie pierwszych 7 dni zapisów, już kupił. Chodzi o pakiet niewiele ponad 3 mln walorów. Ponieważ jednak wezwanie obejmuje większą liczę papierów, zapisy trwają nadal - do 4 stycznia.
Czy teraz NFI kupi tyle akcji, ile zamierza? Jest to prawdopodobne, choć rezultaty pierwszych dni zapisów nie są rewelacyjne. Część drobnych inwestorów może pozostać z akcjami, pamiętając, że "Kwiatkowski" jest jednym z najbogatszych NFI, wciąż wycenianym grubo poniżej wartości księgowej (dyskonto przy kursie na poziomie 6,6 zł sięga prawie 40%). Jednak zdaniem analityków, choć oferta NFI mogłaby być jeszcze bardziej atrakcyjna, dla większości inwestorów zmęczonych oczekiwaniem na silny wzrost kursu stanowi wystarczającą zachętę do zamknięcia pozycji.
NFI kupuje akcje w celu odsprzedaży, tak jak pozostałe fundusze. W praktyce jednak walory zostaną najprawdopodobniej umorzone.