Ostatnie sesje giełdowe bieżącego roku nie wywarły znacznego wpływu na obecny obraz rynku. Można w tej chwili zastanowić się nad ewentualnym rozwojem wydarzeń na początku następnego roku. Trudno spodziewać się wystąpienia tzw. efektu stycznia, raczej powinna dominować duża ostrożność wśród potencjalnych kupujących.
Na pewno inwestorzy zagraniczni za sprawą zagrożenia bankructwem Elektrimu i Netii, do niedawna jednych z czołowych spółek sektora TMT, będą zmuszeni do ponownego przejrzenia posiadanych walorów w swoich portfelach i mogą zdecydować się na redukcję części zaangażowania. Z drugiej strony, lokalni gracze raczej będą biernie obserwować przebieg pierwszych notowań. W związku z tym możemy mieć do czynienia z "defektem stycznia", czyli z umiarkowanymi spadkami kursów, którym będą towarzyszyć dość niskie obroty, i ogólne oczekiwanie na odreagowanie zniżek cen akcji.
Jednak obecna rynkowa wycena spółek nie jest dość wygórowana i każda silniejsza przecena powinna zachęcić do wzmożonych zakupów, szczególnie gdy indeks WIG20 pokona w dół poziom 1200 punktów. Należy zaznaczyć, że warszawska giełda nie podążała ostatnio za dość mocnymi wzrostami, szczególnie na amerykańskich parkietach.
Na pewno istotnym impulsem do wzrostów może być ewentualna zapowiedź kolejnej obniżki stóp procentowych, ale raczej krótkotrwałym, gdyż z pewnością będzie trzeba poczekać co najmniej do połowy 2002 r. na pierwsze rezultaty poprzednich redukcji.
Tak więc nad GPW powinno się rozjaśniać już w pierwszym kwartale następnego roku, ale na w pełni słoneczną pogodę będziemy musieli trochę poczekać.