"Moim zdaniem, w I półroczu stopy procentowe w Polsce zostaną obniżone o 3 pkt. proc." - uzasadnia na łamach niemieckiego "Handelsblatta" swój optymizm Roman Swanton, ekspert rynku papierów wartościowych o stałym oprocentowaniu z należącego do grupy austriackiego Erste Banku funduszu inwestycyjnego Erste-Sparinvest. Swanton zarządza specjalizującym się w obligacjach krajów aspirujących do UE funduszem Danubia-Rent A. Jego firma z 12-miesięczną stopą zwrotu (liczoną na koniec listopada 2001 r.) na poziomie 22,74% uplasowała się na czwartym miejscu w rankingu przeprowadzonym przez "Handelsblatta" wśród 141 tego rodzaju instytucji inwestujących w obligacje krajów zaliczanych do kategorii emerging markets.

Jak przyznał austriacki menedżer, w polskich papierach o terminach zapadalności od 2 do 4 lat ulokował aż 40% zarządzanych środków. Drugą pozycją w jego portfelu są obligacje węgierskie (15%), choć szanse uzyskania korzystnej stopy zwrotu z tych papierów Robert Swanton uważa za mocno ograniczone. Niemal do zera zredukował natomiast zaangażowanie w papiery czeskie uznając, że w perspektywie najbliższych 12 miesięcy inwestycja w nie jest nieopłacalna. Jest ich na rynku zbyt dużo, a poza tym pewne ryzyko dla tego rynku niosą ze sobą czerwcowe wybory parlamentarne.

Blisko 1/3 środków zarządzający Danubia-Rent A ulokował w denominowane w euro walory krajów z naszego regionu spoza grona pretendentów do Unii. - Najlepiej z tej grupy prezentują się obligacje emitowane przez Bułgarię - twierdzi R. Swanton. Oprócz niej w jego portfelu znalazły się walory Estonii, Litwy, Łotwy, Słowenii i Rumunii.

Nie tylko Swanton docenia polskie obligacje. W ostatnich dniach zaangażowanie w nasze papiery wzmocnił także inny austriacki fundusz - Capital Invest, należący do grupy Banku Austria (w rankingu "Handelsblatta" uplasował się na miejscu ósmym). Jego zarządzająca, Margarete Strasser, zdecydowała się na zwiększenie ich udziału w portfelu z 35 do 43%. Papiery węgierskie mają w nim 35-proc., a czeskie - 6-proc. udział.