Zamawiaj statki w okresie dekoniunktury - mówi stara mądrość branży żeglugowej. Będzie taniej i odnowisz tonaż na czas koniunktury. Wyraża się w tym wiara w istnienie cyklu koniunkturalnego. Pogodzenie się z cyklicznością, jako swoistą siłą wyższą, wyznacza strategię rynkową w wielu dziedzinach gospodarowania. Natomiast analitycy i akademicy tracą zapał, by interpretować współczesną ekonomię w tradycyjnych kategoriach cyklu koniunkturalnego, tak niegdyś modnych jako dyscyplina akademicka i warsztat analityczny.
Więcej osób zajmowało się tym w dobie PRL-u, aniżeli teraz, gdy doświadczamy kaprysów rynku. Nie widzę chętnych, by tłumaczyć w ten sposób obecny krach w Argentynie, nie mówiąc już o światowej stagnacji roku 2001 i kłopotach polskiej gospodarki. Znacznie płodniejsze wydaje się badanie wpływu czynników politycznych i społecznych, takich jak polityka monetarna i zachowania konsumenckie, na spłaszczenie fazy dekoniunktury i perspektywę ożywienia.
Zanik wiary w cykl koniunkturalny, jako hipotezę wyjaśniającą stan gospodarki, nie oznacza odrzucenia zdobytej dotąd wiedzy na temat blasków i cieni dekoniunktury. Panuje zgoda co do tego, iż bessa, obok oczywistych niewygód, niesie pożądaną dawkę oczyszczenia. Przyspiesza selekcję naturalną, nagradzając lepszych oraz wymuszając powszechną racjonalizację działania. W efekcie hartuje - zwiększa odporność na następne kryzysy. Obserwujemy właśnie pierwsze - od czasu "terapii szokowej" - spotkanie polskiej gospodarki z realiami dekoniunktury.
Obawiam się jednak, że krajowa mapa racjonalizacji pokrywa się z granicami sektora prywatnego i sprywatyzowanego. Tu można liczyć na podniesienie zdolności konkurencyjnej, czyli zdolności przeżycia. Inaczej reaguje sektor publiczny, gdzie zanosi się raczej na próbę konserwowanie status quo, w nadziei na łaskę państwa. Nowy wojewoda pomorski, robiąc czystkę w zarządach spółek publicznych i wśród likwidatorów, żąda wprost od osób nowo mianowanych, by zwiększali zatrudnienie! Ta swoista zachęta do niegospodarności i powrót socjalnej wizji przedsiębiorstwa wróży zwielokrotnione kłopoty w przyszłości.
Paradoks obecnej sytuacji polega więc na tym, że prywatna część naszego organizmu gospodarczego - już i tak zdrowsza - wyjdzie z obecnej próby jeszcze bardziej zahartowana. Natomiast publiczne ogniska choroby pogłębią się, ze szkodą dla witalności całej gospodarki.