Ekonomiści nie widzą więc szans na szybkie przezwyciężenie kryzysu gospodarczego, uważają, że tamtejszy rząd nie bierze się za najpoważniejsze problemy i wykorzystuje walutę dla realizacji celów krótkoterminowych. A recesja w Kraju Kwitnącej Wiśni trwa już 14 miesięcy, zadłużenie zaś zbliża się do 5 bilionów dolarów.
Problem rządu Junichiro Koizumiego polega na tym, że poza sterowaniem kursem jena wyczerpał inne, względnie łatwiejsze do stosowania środki. Zadłużenie zbliża się do 5 bilionów dolarów, a stopy procentowe osiągnęły poziom zerowy.
Inne opcje są bardziej bolesne. Japonia nie przezwycięży kryzysu, jeśli banki nie przestaną finansować niewypłacalnych klientów, a jej gospodarka w większym stopniu nie zostanie otwarta dla konkurencji.
Realizowana przez rząd Japonii polityka słabego jena irytuje zagranicznych konkurentów i partnerów. Płynące z różnych stron, zwłaszcza z USA i państw azjatyckich, głosy krytyki przyniosły jeden skutek: japońscy oficjele złagodzili nieco wypowiedzi, zmierzające do osłabienia kursu swojej waluty.
Wprawdzie każde jego osłabienie o 1 jena w relacji do USD dla takiej firmy jak Canon oznacza dodatkowy 1,1 mld JPY rocznego zysku brutto, ale dla gospodarki mocno uzależnionej od importu stanowi to poważne zagrożenie. Rachunek za ubiegłoroczny import to 300 mld USD plus rosnące ceny sprowadzanych produktów. Od listopada do grudnia ich ceny wzrosły o 2,3%.