Aż 211 spółek zaprzestało wykupu swoich walorów. Były to papiery o wartości nominalnej 115,4 mld USD - wynika z wstępnych szacunków agencji ratingowej Standard & Poor`s. Rok wcześniej odnotowano 132 takie przypadki na sumę zaledwie 42,3 mld USD.
Najgorzej pod tym względem wygląda sytuacja w Stanach Zjednoczonych, gdzie regulowania swoich zobowiązań zaprzestały 162 firmy. Czołowe miejsca przypadły w udziale koncernom energetycznym (oprócz głośnego ostatnio przypadku Enrona, również Pacific Gas & Electric Co. oraz Southern California Edison). 15 takich przypadków odnotowano w borykającej się z kryzysem finansowym Argentynie, 9 w Kanadzie, 5 w Wielkiej Brytanii, 4 w Australii, 3 w Polsce i 2 w Meksyku. Po jednym przedstawicielu w tym gronie mają m.in. Niemcy, Holandia, Grecja, Norwegia, Korea Południowa i Rosja.
Największe problemy mają emitenci obligacji nie posiadających żadnego ratingu inwestycyjnego (tzw. obligacje śmieciowe - junkbonds). Według wstępnych prognoz, wskaźnik tych, którzy już na pewno nie wykupią własnych papierów, wzrósł na koniec ub.r. do 8,57% (rok wcześniej było to 5,68%). - To najgorszy wynik w tej grupie od 1991 r. - podkreśla kierująca działem analiz Standard & Poor`s Diane Vazza.
Jej zdaniem, nic nie zapowiada, aby w tym roku sytuacja się poprawiła. - Przewidujemy, że prawdziwy szczyt niewypłacalności zanotujemy w I kwartale br., w typowym cyklu koniunkturalnym bowiem dopiero po sześciu miesiącach od dołka gospodarczego dochodzi do nasilenia liczby bankructw w przedsiębiorstwach. Skala tego zjawiska może na koniec marca osiągnąć poziom nawet 11% - twierdzi D. Vazza. W ubiegłym roku w klasyfikacji branżowej wśród niewypłacalnych firm dominowali przedstawiciele telekomunikacji (18,5% przypadków). - W tym roku do grona "liderów" dołączą zapewne producenci dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego - uważa szefowa działu analiz Standard & Poor`s.