Dynamiczna zwyżka z początku wczorajszej sesji wytraciła impet, gdy WIG20 nieznacznie przekroczył poziom 1400 punktów. Późniejsze osłabienie i męcząca stabilizacja, która trwała do końca notowań, świadczą o tym, że chociaż nasz rynek był relatywnie silniejszy od giełd europejskich, to nie jest jeszcze gotowy do ataku na ostatni lokalny szczyt. Innymi słowy, korekta raczej jeszcze się nie zakończyła. Zarówno WIG20, jak i poszczególne spółki mogłyby spaść nieco bardziej, choć oczywiście można też wyobrazić sobie, że jest po prostu hossa, a nasz rynek dysponuje taką siłą, że może wzrastać nawet wbrew całemu światu. To bardzo kusząca wizja, ale nawet po uwzględnieniu dominującej pozycji OFE, w dłuższym terminie raczej nie do zrealizowania. GPW prędzej czy później dostosuje się do rytmu, w jakim grają giełdy zachodnie. Jeśli nadzieje na ożywienie gospodarcze w drugiej połowie tego roku nie są płonne (a sygnalizują to nieśmiało wskaźniki wyprzedzające koniunktury w USA i w Eurolandzie), to można śmiało założyć, że będzie znacznie drożej. Warto też pamiętać, że na Zachodzie (a zwłaszcza w USA) cykl obniżek stóp procentowych dobiega końca, w Polsce natomiast RPP ma jeszcze sporo miejsca na tego typu posunięcia. Posiedzenie pod koniec stycznia pokaże, czy konflikt na linii Rada - rząd przeszedł już do historii. Oczekiwania na obniżkę o 150 punktów prawdopodobnie są w cenach, natomiast głębsze cięcie stanie się poważnym impulsem wzrostowym. Jest pod co grać, więc trwająca korekta nie powinna być zbyt głęboka.
Zwróć uwagę na:
KGHM - znaczne osłabienie złotego, z jakim mieliśmy do czynienia ostatnio, wpłynie pozytywnie na wyniki finansowe spółki.
Unikaj:
Orbis - minął termin, w którym można było kupować akcje tej spółki w celu uczestnictwa w NWZA, możliwa jest zatem korekta dotychczasowych wzrostów.