Reklama

Przedwczesna zwyżka

Efekt stycznia na razie zawodzi. Od początku roku na głównych rynkach akcji na świecie panuje dekoniunktura. Liderem spadków w ostatnich dwóch tygodniach okazał się japoński Nikkei, który w tym czasie stracił prawie 7%.

Publikacja: 19.01.2002 08:24

Stany Zjednoczone

Na amerykańskich rynkach akcji doszło w ostatnich dniach do testowania szczytów z początku grudnia. Mimo że w przypadku Średniej Przemysłowej i Nasdaq Composite szczyty te zostały minimalnie przełamane, okazało się to początkiem korekty spadkowej. Wskutek tego nieudanego testu zimowych maksimów na wykresie DJIA powstała formacja podwójnego szczytu (minimalny zakres spadków po wybiciu z tej formacji można wyznaczyć na poziomie 9500 pkt.). Nasdaq i S&P 500 nie domknęły jeszcze tych wierzchołkowych formacji. W sumie obraz techniczny wypada zdecydowanie na korzyść inwestorów sprzedających na krótko.

Z punktu widzenia makro jesteśmy świadkami ewidentnych sygnałów recesji. Ceny surowców utrzymują się w ryzach, podobnie jak wskaźnik wzrostu cen producentów. Dzieje się tak, gdyż popyt konsumpcyjny jest słaby, a popyt inwestycyjny zanika. Zanik popytu inwestycyjnego jest wyraźnie widoczny, jeżeli przyjrzymy się sektorowi technologicznemu. Według najnowszych danych, dostarczonych przez agencje analityczną Gartner Dataquest, dostawy komputerów osobistych w 2001 roku był niższe niż rok wcześniej prawie o 5% (128 mln jednostek w 2001 roku). Jeszcze większy spadek sprzedaży pecetów zanotowano w Stanach Zjednoczonych (-11%). Jednocześnie analitycy wspomnianej firmy oczekują, że klimat inwestycyjny w tym kwartale nie będzie lepszy i znowu zanotujemy spadek popytu na komputery osobiste.

Skoro jesteśmy przy segmencie high-tech, obecne kursy spółek technologicznych budzą zdumienie przedstawicieli wielu banków inwestycyjnych. Na tę okoliczność zwracają w szczególności uwagę analitycy Morgan Stanley Dean Witter, którzy twierdzą, że rynek implikuje pięcioletnią stopę wzrostu zysków firm technologicznych w wysokości 35% (trzykrotnie więcej niż dla pozostałych sektorów). Co ciekawe, zakładana stopa wzrostu zysków jest wyższa niż dotychczas rekordowa z 1981 roku (31%). Biorąc pod uwagę nasycenie rynku technologiami informatycznymi, obecnie może to rzeczywiście zastanawiać. Podobnie zresztą ma się kwestia zysków innych firm. Gdyby wziąć pod uwagę indeks rynku szerokiego (S&P 500), uwzględniający nie tylko firmy technologiczne, ale także te zaliczane do tzw. starej ekonomii, historyczne P/E wynosi 50 punktów (na początku ożywienia po wyjściu z recesji lat 1990-1991 wskaźnik ten oscylował wokół 15 punktów). Notabene historyczny P/E jest o przeszło połowę wyższy niż ten, który charakteryzował spółki zza oceanu w szczycie hossy 2000 roku. Trudno wykluczyć oczywiście, że tak wysokie historyczne P/E antycypuje oszałamiającą dynamikę wzrostu zysków w najbliższym roku, choć w ostatnich 15 latach spółki S&P 500 nie notowały takiej wartości i choćby ten fakt powinien skłonić do ostrożności.

Innymi przejawami silnego schłodzenia koniunktury jest niskie wykorzystanie mocy produkcyjnych przedsiębiorstwa, które wynosi 73% (najniżej w ciągu 18 lat). Inflacja wydaje się uśpiona, mimo upływu pierwszej rocznicy, na początku stycznia, rozpoczęcia przez Fed poluźniania polityki pieniężnej. W tym czasie stopa oprocentowania funduszy federalnych spadła z 6,5% do 1,75%. Prawdopodobnie na najbliższym posiedzeniu FOMC w dniach 29-30 stycznia dojdzie do kolejnej obniżki tej stopy (o 25 pkt. bazowych, do 1,5%). Tańszy kredyt na razie nie przekłada się na silne pobudzenie wydatków gospodarstw domowych i korporacji.

Reklama
Reklama

Pożywką dla zniżki wydaje się również publikowana ośmiokrotnie w ciągu roku Beżowa Księga, która zawiera wypowiedzi przedstawicieli 12 regionalnych oddziałów Fed na temat koniunktury, panującej w amerykańskiej gospodarce. Inwestorzy zwrócili uwagę, że choć w sektorze przemysłowym można zaobserwować oznaki stabilizacji, to wciąż słabnie aktywność w handlu detalicznym i budownictwie. Aktywność w handlu detalicznym stanowi swoisty papierek lakmusowy, świadczący o popycie konsumpcyjnym, natomiast aktywność w budownictwie jest postrzegana jako papierek lakmusowy dla popytu inwestycyjnego. Słabość handlu detalicznego wywołała tym większe zakłopotanie, gdyż do jej oceny przyjęto wyniki zawierające także pierwsze tygodnie grudnia, a więc okresu, kiedy konsumenci dokonują tradycyjnych zakupów przedświątecznych. Wskazówki, jakie płynęły z lektury tego opracowania, w pełni pokrywały się z oświadczeniem Alana Greenspana z 11 stycznia, który również w dość powściągliwym tonie wypowiadał się na temat kondycji amerykańskiej gospodarki.

Bankructwo Enronu wyraźnie zaniepokoiło inwestorów. Wielu z nich w końcu straciło na tych akcjach, a najnowsze informacje wskazują, że sprawa tej spółki może jeszcze mocniej nadszarpnąć wizerunek amerykańskiego rynku akcji. Podejrzenia, że pracownicy jednej z najbardziej znanych firm audytorskich na świecie Arthur Andersen niszczyli kompromitujące Enrona dokumenty, jest czynnikiem, który spowodował, że amerykańska SEC zapowiedziała ostrzejsze uregulowania kontaktów na linii emitent-rewident. W Connecticut prokurator stanowy złożył wniosek do samorządu biegłych rewidentów, aby pozbawili oni Arthur Andersen licencji na wykonywanie audytów.

Powodem do zmartwień dla posiadaczy akcji mogą być również publikowane od kilku dni raporty z wynikami finansowymi za czwarty kwartał 2001 roku. Największe firmy z Wall Street ogłaszają słabe wyniki. Problem ten dotknął m.in. tak znanych firm amerykańskich, jak: IBM, Microsoft (który zauważył, że rozczarowujący wynik finansowy spółka w dużej mierze zawdzięcza kosztom procesu przed sądem antymonopolowym, które wyniosły 660 mln USD) czy Sun Micorystems. Nie należy ponadto zapominać, że eskalacja kryzysu w Argentynie owocuje przeszacowaniami zaangażowania kredytowego oraz tworzeniem rezerw na zagrożone należności, do czego jest zmuszonych wiele instytucji finansowych (m.in. Citigroup, JP MorganChase).

Rynek zdaje się wciąż lekceważyć sygnały z otoczenia gospodarczego. Wzrosty, wywołane odreagowaniem wrześniowego ataku terrorystycznego, zostały przerwane. Oceniając atrakcyjność rynku pod kątem oczekiwanych zysków widać wyraźnie, że trudno byłoby oczekiwać kontynuacji wzrostów. O wiele bardziej prawdopodobne są spadki. Rynek akcji zdaje się zachowywać jak sprinter, który przedwcześnie wystartował do wyścigu. Optymizm inwestorów (kontrariańskie wskaźniki nastroju wciąż sugerują bycze nastawienie) z tego powodu może być nieuzasadniony. Najbliższe wsparcia dla najważniejszych indeksów akcji w Stanach Zjednoczonych znajdują się na poziomie 9100 pkt. (Średnia Przemysłowa), 1670 pkt. (Nasdaq Composite) i 1060 pkt. (S&P 500).

Japonia

Największe straty ponieśli inwestujący na rynku akcji w Kraju Kwitnącej Wiśni. Nikkei 225, tracąc 6,8%, uformował trzeci szczyt w okolicach 11 000 pkt. w ostatnich czterech miesiącach. Gdyby przywiązywać wagę do wyglądu sekwencji zmian indeksu w tym okresie, można byłoby sądzić, że na wykresie pojawiła się formacja potrójnego szczytu. Niestety, mimo obiecującego wyglądu nie należy jej uznawać za formację potrójnego szczytu, ponieważ nie poprzedzał jej odpowiednio długi trend wzrostowy. Niemniej jednak wierzchołki na poziomie 11 000 pkt. stanowią poważny opór dla indeksu. Nieudany kolejny test tych wierzchołków jest oznaką słabości strony popytowej i powoduje, że zakładać należy spadki indeksu, których najbliższym wsparciem jest minimum lokalne z września ubiegłego roku (9500 pkt.).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama