Zdziwienie budził m.in. mniejszy niż przed rokiem popyt na olej opałowy mimo niskich temperatur w północno-wschodniej części tego kraju. Ponadto utrzymywał się niepokój, że w warunkach słabej wciąż koniunktury zużycie paliw pozostanie na niskim poziomie przez dłuższy czas. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym spadkowi notowań był wzrost zapasów ropy. Najnowsze dane wykazały, że w posiadaniu amerykańskich przedsiębiorstw znajduje się o 9,5% więcej tego surowca niż przed rokiem.

W tej sytuacji z zainteresowaniem czekano na efekty ograniczenia wydobycia ropy przez kraje OPEC oraz Rosję, Norwegię i Meksyk. Jednak na razie decyzja ta nie wpłynęła w istotnym stopniu na poziom notowań. W piątek baryłka gatunku Brent z dostawą w marcu kosztowała w Londynie 18,72 USD wobec 20,86 USD tydzień wcześniej. Międzynarodowa Agencja Energetyczna stwierdziła, że zmniejszenie dostaw ropy może z czasem powstrzymać dalszy spadek jej cen i stworzyć warunki do ich późniejszego wzrostu. W pierwszym kwartale powinny bowiem zmniejszyć się zapasy, a w ciągu następnych trzech miesięcy ich przyrost będzie prawdopodobnie wolniejszy niż do tej pory.

Po wahaniach notowań złoto staniało w Londynie do 283,35 USD za uncję z 287,55 USD w poprzedni piątek. Wśród przyczyn tej zmiany wymieniano m.in. rozczarowanie inwestorów niekorzystnym wynikiem przetargu na 20 ton tego kruszcu, które w środę sprzedał Bank Anglii. Popyt na nie był mniejszy niż podczas któregokolwiek z przetargów od 1999 r. Zniżce ceny złota sprzyjał też wysoki kurs dolara. Natomiast na poziom notowań nie wpłynęły zmagania południowoafrykańskiego AngloGold z Newmont Mining z USA o kontrolę nad australijskim Normandy Mining. Ostatecznie pierwsza z tych firm wycofała swoją ofertę.

Tym razem niewiele działo się na rynku miedzi. Nie udało się tam ukształtować wyraźniejszej tendencji i notowania tego surowca wahały się w wąskim przedziale. W piątek za tonę miedzi w kontraktach trzymiesięcznych płacono w Londynie 1540 USD wobec 1534 USD tydzień wcześniej.