Jak wiadomo, na naszym rynku rządzi popyt, a zanegowanie wzrostów nie leżało w interesie "rządzących". Już przed otwarciem notowań naszych kontraktów było wiadomo, że początkowy poziom indeksów w USA będzie znacznie odbiegać od piątkowego, stosunkowo wysokiego zamknięcia. I tu po raz kolejny ujawniło się znane "prawo longa", że skoro o najgorszym już wiemy, to później może być już tylko lepiej, czyli skoro rynek amerykański otworzy się nisko, to już raczej mocniej nie spadnie. Jeśli nie spadnie, to najprawdopodobniej wzrośnie. Logika to pokrętna, gdyż z każdej sytuacji wyszukuje powód do wzrostu. Takie jednak było początkowe nastawienie naszych graczy. Początek sesji był obiecujący. Po otwarciu rynku kasowego doszło jednak do testu ostatnich szczytów i szczyty, ku niezadowoleniu właścicieli długich pozycji, ten test przeszły pozytywnie. Opór zadziałał po raz kolejny. W tym momencie wyczerpał się zapał byków i nie udało się dokonać ponownego testu - rynek słabł do samego końca sesji. Na wykresie 60-minutowym widać zaznaczony trójkąt prostokątny, ograniczający ruchy cen w ramach korekty ostatnich wzrostów. Można założyć, że wybicie z niego wskaże kierunek zajęcia pozycji. Większe prawdopodobieństwo przypisuję scenariuszowi optymistycznemu z racji braku sygnałów do zmiany aktualnego trendu, którego istnienie potwierdza wzrost średniej kroczącej.