Wtorkowa sesja to jednoznaczny triumf byków. Dla wielu inwestorów granicą końca wzrostów (ewentualnie rozpoczęcia długookresowego trendu wzrostowego) jest poziom 1500 pkt. Nie sądzę, by WIG20 właśnie w tej okolicy miał zakończyć swój wzrost, choć na pewno napór niedźwiedzi będzie tam ogromny. Uważam, że powtórzymy wówczas scenariusz podobny do tego sprzed kilku dni, kiedy indeks pokonał opór na wysokości 1352 pkt. i wykonał do niego ruch powrotny. Tym razem nie będzie to ruch powrotny, lecz niewielkie osłabienie (spowodowane wątpliwościami inwestorów co do możliwości sforsowania oporu), po którym nastąpi wzrost do poziomu 1540-1570 pkt. Górne ograniczenie stanowi 38-procentowe zniesienie całej bessy (skala arytmetyczna) i tak się składa, że jest to także luka bessy z 21 lutego 2001 roku. Dolne to wsparcie z października 2000 i opór z kwietnia 2001 roku.

Uważam, że dopiero pokonanie tej strefy pozwoli na dość bezpieczne stwierdzenie, że na rynku zagościła długoterminowa hossa (choć pewne obawy budzi, według mojej interpretacji, układ fal zgodnie z teorią Elliotta). Ponadto trudno być obojętnym na fakt, że indeks WIG20 pokonał w zasadzie wszelkie możliwe linie trendu spadkowego, co samo w sobie było ważnym wskazaniem i sygnałem kupna.

Pierwsze ostrzeżenia dają oscylatory, choć wolniejsze z nich utrzymują ładne, kilkumiesięczne trendy wzrostowe. I nie chodzi tu o wykupienie, gdyż na wzrostowym rynku stan taki może utrzymywać się bardzo długo, ale o negatywne dywergencje (MACD, Ultimate).