Jestem pewna, że za pięć lat nadal będziemy odgrywać wiodącą rolę nie tylko na kontynencie europejskim, ale i w skali światowej - dodała.
Głównym powodem wystąpienia szefowej giełdy londyńskiej było wytłumaczenie się z porażki z Euronext, w walce o przejęcie giełdy derywatów Liffe. Podkreślała, że oferowana za udział w tym rynku cena - 35 mln funtów (56,9 mln USD), była największą, jaką mogła być, by transakcja ta była w ogóle opłacalna. Wskazała, że oferta Euronext była bardziej atrakcyjna, ale należy też podkreślić, że miała większe poparcie zarządu Liffe.
Clara Furse podkreśliła jednak, że LSE nie rezygnuje z ekspansji. Zaznaczyła, że będzie ona poszukiwać możliwości rozwoju brytyjskiej giełdy przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych bądź na rynkach azjatyckich. - Myślę, że alians z którymś z tamtejszych znaczących rynków byłby bardziej korzystny, niż budowanie pozycji od podstaw - podkreśliła C. Furse, dodając jednak, że jakiekolwiek posunięcie giełdy, czy będzie to fuzja, przejęcie czy projekt joint venture - będzie uzasadniony ekonomicznie tylko wówczas, gdy doprowadzi on do zredukowania kosztów handlu papierami wartościowymi.
Zapowiedziała też, że giełda pracuje już nad wprowadzeniem nowych produktów, takich jak tzw. covered warrants (prawa poboru z pokryciem, upoważniające inwestora do nabycia papierów wartościowych po danej cenie w pewnym okresie), czy opcje na akcje emitowane jednak nie przez same spółki, lecz inne podmioty. Powinny się one pojawić w obrocie, być może już na wiosnę tego roku.
Jak podają brytyjskie media, wystąpienie Clary Furse nie zostało jednak zbyt dobrze przyjęte w parlamencie. Podkreślano, że było ono zbyt ogólnikowe i znalazło się w nim zbyt mało szczegółów na temat bieżących planów LSE.