Reklama

OFE - fobia

Od pewnego czasu większość analiz naszego rynku kapitałowego koncentruje się na tym, co robią OFE. Każdy zastanawia się, kiedy dostaną pieniądze z ZUS, ile tych pieniędzy będzie, ile z nich pójdzie na akcje i na które. Czy będą kupować, czy nie. A może zaczną sprzedawać! Rozważania poświęcone tym zagadnieniom zdominowały myślenie inwestorów tak bardzo, że nosi to znamiona fobii.

Publikacja: 26.01.2002 08:40

Jest oczywiste, że fundusze emerytalne już teraz należą do dominujących graczy na rynku i że ich rola będzie się zwiększać. Struktura uczestników rynku giełdowego w Polsce uległa zachwianiu - co do tego nie ma wątpliwości. Inwestorzy indywidualni - choć ich udział w obrotach wciąż nie jest mały - już się niemal nie liczą, a przynajmniej oni sami mają takie poczucie. I to niezależnie od wielkości portfela. Nawet niedawne "rekiny" nie czują się bezpiecznie.

Niemniej nie należy chyba aż tak demonizować roli OFE. Na koniec ubiegłego roku fundusze emerytalne posiadały w swych portfelach akcje o wartości 5,3 mld zł. To dużo, jednak warto zauważyć, że, według danych GUS, na koniec III kwartału ubiegłego roku inwestorzy indywidualni mieli na swoich rachunkach akcje o wartości 9,2 mld zł, a więc prawie dwukrotnie większej niż popularne "ofermy". Przyznać trzeba oczywiście, że z pewnością ta grupa nie jest w stanie samodzielnie wykreować ani nawet zainicjować jakiejkolwiek trwalszej tendencji. Jednak bagatelizowanie jej udziału w rynku i przecenianie roli jednej tylko z grup inwestorów jest po prostu błędem i może prowadzić do fałszywych wniosków. Jasne jest, że fundusze - w przeciwieństwie do inwestorów indywidualnych - wciąż zasilane są znacznymi kwotami gotówki i stanowią bardzo istotną siłę popytową. Jednak i w inwestorach indywidualnych tkwią z pewnością potężne siły, o czym wielokrotnie miały się okazję przekonać rynki nieco bardziej rozwinięte niż nasz, gdzie funkcjonują fundusze o aktywach tak wielkich, że nasze OFE wyglądają przy nich jak mrówki.

Nie należy też zapominać o innych uczestnikach rynku. Nikt nie zwraca uwagi na poczynania funduszy inwestycyjnych, a przynajmniej komentarze na ten temat giną w tumulcie, jaki wzbudzają ich młodsi bracia. Co prawda, wartość zarządzanych przez nie aktywów i zaangażowanie na rynku akcji nie jest tak znaczące jak w przypadku OFE, ale nie są też na tyle małe, by je lekceważyć. Tymczasem większość pohukujących na OFE oszczędza zarządzających funduszami inwestycyjnymi i traktuje ich, jakby byli z innego świata. A przecież oba te rodzaje instytucji kierują się podobnymi zasadami, strategiami, procedurami. Oba też mają zapewne inne cechy wspólne, mniej lub bardziej pożądane (np. skłonność do manipulowania wycenami jednostek).

Niemal w ogóle "spadł z wokandy" udział osławionej niegdyś zagranicy. Wielu komentatorów i analityków od kilkunastu miesięcy głosi z uporem, że zagranicznych inwestorów już u nas prawie nie ma. Co prawda, nie wiadomo, skąd czerpią swoją wiedzę na ten temat, skoro nie ma żadnych wiarygodnych danych w tej kwestii i opierać się można tylko na własnych luźnych wrażeniach, czyli analizie sufitowej, wspomaganej insidingiem, prowadzonym w zaprzyjaźnionych biurach maklerskich. Zagranicę można więc wykorzystywać w analizach rynkowych niemal dowolnie. Jednak obecnie ten motyw jest niemodny. Inwestorzy zagraniczni przywoływani są co najwyżej jako czynnik drugorzędny. Przy okazji obecnej fali zwyżkowej wielu analityków nie dostrzegło na przykład tego, że silne wzrosty mają miejsce nie tylko na warszawskim parkiecie, ale także na Węgrzech, w Czechach i innych giełdach naszego regionu. Tam wszakże macki OFE na razie nie sięgają, więc raczej należałoby się domyślać działań "zagranicy" w Polsce i okolicach.

To wszystko jednak nie jest ważne. Ważne jest, by być na fali. Dlatego też czytamy niemal codziennie teksty, takie jak te lub bardzo podobne: "dzisiejsza sesja potwierdza tezę, że analiza rynku może się teraz sprowadzić do porannego sprawdzenia wielkości przelewu pieniędzy do OFE. Gdy kwota jest spora, można wejść w długą pozycję jak najszybciej i spokojnie czekać". Lub: "co potrafią zrobić nasze OFE, widać było dzisiaj chyba najlepiej. Wczorajsze przelewy, o których rano pisaliśmy, wywołały na rynku prawdziwą euforię. Nie dane nam będzie wiedzieć, czy euforia spowodowana jest świadomością nowych środków funduszy, czy też ich zakupami akcji".Rzeczywiście, nie dane nam będzie wiedzieć, czy to rzeczywiste działania funduszy emerytalnych tak okropnie trzęsą naszym rynkiem, czy też trzęsą nim nasze wyobrażenia o ich aktywności, podsycane komentarzami analityków. Wolałbym, by analitycy - obojętnie, czy posługujący się wiedzą fundamentalną, czy (szczególnie) techniczną - zajmowali się tym, co potrafią robić, a nie szukali wyjaśnień wykraczających poza stosowaną przez nich metodologię.

Reklama
Reklama

W końcu zawsze na rynku ktoś "rządzi", ale najczęściej nie wiadomo kto, kiedy i jakie są jego intencje. Gdyby tego typu wiedza była możliwa do zdobycia, nie byłaby potrzebna ani analiza fundamentalna, ani techniczna, ani żadna inna.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama