Louis Gerstner, posiadacz dyplomu inżyniera Dartmouth College oraz stopnia MBA Harvard Business School, rządy w IBM objął w 1993 r., kiedy to firma znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, przynosząc pokaźne straty. Decydując się na gruntowną restrukturyzację firmy, m.in. poprzez całkowitą zmianę kultury zarządzania, w ciągu kilku lat Gerstner postawił IBM na nogi, zwiększając kapitalizację firmy z 7,2 mld USD w 1993 r., do obecnych 177 mld USD. Warto zwrócić uwagę, że za rządów Gerstnera akcje IBM zwyżkowały dziewięciokrotnie, podczas gdy indeks S&P 500 wzrósł w tym czasie o 154%. "Gerstner zasłynął przede wszystkim z tego, że duży nacisk położył na poprawne prowadzenie rachunkowości firmy i znacznie zwiększył odpowiedzialność osób zajmujących stanowiska kierownicze w IBM. Jeśli ktoś coś mu obiecał, musiał tego dotrzymać, w przeciwnym przypadku mógł mieć kłopoty" - ocenia sposób zarządzania IBM przez Gerstnera Tom Bittman, analityk biura maklerskiego Gartner Inc. W swoim pożegnalnym mailu do pracowników firmy napisał, że nie żałuje żadnej minuty spędzonej w tej firmie, i przeprowadzając - udanie, jak się okazało - proces naprawy kondycji IBM związał się bardzo emocjonalnie z koncernem. Zarekomendował też swojego następcę Sama Palmisano.
Analitycy spekulują, że nowy dyrektor nie będzie wiele zmieniał, jeśli chodzi o sposób zarządzania firmą. Jest on związany z IBM od 29 lat. W tym czasie kierował m.in. działem produkcji komputerów osobistych i serwerów, pracował w dziale usług, by ostatnio pełnić funkcję dyrektora ds. operacyjnych i jednego z prezesów koncernu. Przed nowym dyrektorem generalnym (nazwisko nowego prezesa zarządu, który ma zostać powołany na to stanowisko od 1 stycznia 2003 r., nie jest jeszcze znane) stoi jednak wiele trudnych wyzwań, m.in. związanych z dynamicznym rozwojem internetu.