Tej ostatniej możliwości obawia się część specjalistów. Istnieje bowiem ryzyko, iż Polacy zaczną się masowo kredytować w innych krajach, skuszeni niskimi stopami procentowymi. Jedynym hamulcem może się okazać ryzyko kursowe, ale biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia, gdy problemem była siła złotego, a nie jego słabość, to niebezpieczeństwo może okazać się iluzoryczne. Jednak taka sytuacja może zmusić polskie banki do redukcji cen kredytów, dzięki czemu staną się one w miarę konkurencyjne wobec ofert zagranicznych. Poza tym największe instytucje finansowe naszych unijnych sąsiadów, Niemiec, są obecne w Polsce i mają udziały w bankach czy firmach ubezpieczeniowych w naszym kraju, toteż mogą wyśrubować warunki udzielania kredytu Polakom, aby ich polskie spółki nie straciły klientów.
Ale z podatkami
Sama liberalizacja zostanie wprowadzona poprzez nowelizację prawa dewizowego. Zlikwiduje ona owe zezwolenia w stosunku do krajów Unii Europejskiej, ale nie tylko - dotyczy bowiem także krajów należących do OECD, a więc np. USA czy Japonii. Wprawdzie przepływy kapitałowe mają być kontrolowane, ale będzie to dotyczyło raczej wywożenia pieniędzy w walizkach niż przelewów bankowych. I na tym można by zakończyć, gdyby nie podatki. Bo od zysków kapitałowych trzeba płacić w Polsce podatki i to bez względu na to, gdzie są one osiągane.
Unia Europejska nie ma jednolitych norm, dotyczących opodatkowania zysków kapitałowych. Wprawdzie większość krajów pobiera podatek od zysków z lokat czy akcji, ale niektóre tego nie robią. Dla tych, którzy chcą uniknąć tej daniny, inwestycje zagraniczne mogą więc wydawać się dobrym sposobem.
Po pierwsze - sprawa niejednolitych przepisów podatkowych, dotyczących zysków kapitałowych, już wielokrotnie była poruszana przez kraje członkowskie, zwłaszcza te, które podatek mają. W rezultacie Komisja Europejska przygotowała projekt dyrektywy, która ma rozwiązać ten problem. Kraje członkowskie będą więc albo informowały o kontach obywateli innych państw UE w ich bankach, albo będą od nierezydentów pobierały podatek do własnych budżetów. A to oznacza, że po wejściu do Unii polski fiskus będzie wiedział kto i ile zarobił za granicą.Jednak prawo to zacznie obowiązywać, gdy Komisja przyjmie dyrektywę, a Polska stanie się krajem członkowskim. Zanim to nastąpi (liberalizacja ma zostać wprowadzona w tym roku, a Polska powinna zostać członkiem Unii najwcześniej w 2004 r.), można więc ryzykować i nie płacić podatku, który - w przeciwieństwie do zysków kapitałowych osiągniętych w Polsce, kiedy pobiera się 20% - płaci się na zasadach ogólnych. Aby zapobiec unikaniu płacenia podatków w ten sposób, w ostatniej nowelizacji ustawy podatkowej zapisano, iż od kwot wysyłanych za granicę przez osoby fizyczne pobiera się opłatę w wysokości 2% kwoty. Oznacza to, iż jeśli zechcemy przesłać przelewem 2 euro na nasze nowe konto w banku niemieckim, fiskus zabierze sobie 40 euro. Przepis ten obowiązuje od początku stycznia, a straci ważność wraz z końcem roku 2003. Być może jednak zostanie on wykreślony wcześniej, gdyż zdaniem specjalistów, jest on sprzeczny z zasadą wolnego przepływu kapitałów i jego likwidacji może zażądać np. Komisja Europejska.
Poza tym Polska podpisała z wieloma krajami, w tym europejskimi, umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania. I umowy te również zawierają klauzule dotyczące wymiany informacji. Może się więc okazać, iż fiskus się dowie o niezapłaconych podatkach i trzeba je będzie uiścić.