W końcu piątkowej sesji na międzynarodowej giełdzie petrochemicznej w Londynie cena ropy gatunku Brent oscylowała wokół poziomu 18,9 USD za baryłkę. Było to o 2,3% mniej niż tydzień wcześniej. Tendencja spadkowa była widoczna szczególnie w drugiej połowie tygodnia. Przyczyniły się do tego najnowsze dane, mówiące o wzroście zapasów ropy i produktów ropopochodnych na największym światowym rynku - amerykańskim. W piątek dodatkowy bodziec do spadku cen stanowiły wypowiedzi ministra ds. ropy Kataru, kraju członkowskiego OPEC. Zapowiedział on, mając na myśli przede wszystkim Rosję, że jeśli któryś z czołowych światowych producentów ropy spoza OPEC wyeksportuje więcej tego surowca, niż zakładają ustalenia z końca ub.r., to również OPEC zrezygnuje od marca z ograniczania dostaw. W tych okolicznościach do zwyżki notowań tego surowca nie przyczyniły się nawet informacje o możliwym spadku dostaw z Kuwejtu wskutek pożaru, jaki spustoszył jedno z największych tamtejszych pól naftowych. - Wszystkie te czynniki, oczywiście, mają wpływ na nastroje na rynku. Jednak przede wszystkim popyt na ropę jest wciąż zbyt słaby, by mogło dojść do wyraźnej zwyżki jej cen - powiedział Reuterowi Lawrence Eagles z londyńskiego biura GNI Research.
W ciągu tygodnia o ponad 3% zdrożała też miedź. Na londyńskiej giełdzie metali tona tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała w piątek już 1600 USD wobec 1550 USD tydzień wcześniej. - W pierwszej połowie tygodnia mieliśmy realizację zysków, lecz w drugiej wyraźne odbicie, które wywindowało cenę do 1600 USD - powiedział jeden z londyńskich traderów. Popyt na miedź w drugiej połowie tygodnia pobudziły perspektywy poprawy koniunktury gospodarczej w skali globalnej, czego dowodzą opublikowane dane dotyczące PKB USA i środowa decyzja Fed o nieobniżaniu stóp procentowych.
Popyt na złoto spowodował, że w ciągu ostatniego tygodnia ten kruszec zdrożał o nieco ponad 1%. Jego cena wynosiła w piątek ok. 283 USD za uncję wobec 279,5 USD przed tygodniem. Zdaniem dealerów, w pierwszej połowie tygodnia wygasła już silna tendencja do pozbywania się złota przez producentów, a zmniejszona podaż przy zwiększonym popycie pobudziła zwyżkę cen. Podkreślają oni, że lokowaniem kapitału w ten kruszec zainteresowane są teraz niektóre fundusze.