Reklama

Złoty słabszy

Bardzo ciekawy, obfitujący w wydarzenia tydzień złoty kończył ze stratą. W tym tygodniu może osłabić się jeszcze bardziej. Wspólnej walucie udało się powrócić na poziom powyżej 0,86. Pozostaje pytanie, na jak długo?

Publikacja: 02.02.2002 08:45

Rano za dolara płacono 4,17 zł, za euro 3,58 zł, odpowiadało to 10,5% powyżej parytetu. Następne godziny to okres stosunkowo nieznacznych zmian wartości, w sumie jednak złoty trochę zyskał i o 14.00 byliśmy na 10,7%, przy poziomach 4,15 i 3,58. Koniec dnia to jednak wyraźna przewaga podaży. Stąd kursy zamknięcia 4,183 i 3,606, czyli 10,00%.

Przed publikacją danych o rachunku obrotów bieżących pisałem, że bardzo ważne będzie saldo niesklasyfikowanych obrotów bieżących. No i w czwartek okazało się, że rzeczywiście było. NBP nie uwzględnił jednak dodatkowych przepływów, związanych z "kantorową" wymianą wychodzących z obiegu walut krajów strefy euro. Szkoda tylko, że dowiedzieliśmy się o tym dopiero po publikacji danych...

W tym tygodniu dowiemy się, o ile zmieniły się ceny żywności w styczniu. Nikt nie spodziewa się jednak złych informacji, czyli wzrostu większego, niż o 0,4%-0,5%. W takiej sytuacji styczniowa inflacja nie powinna znacząco zmienić się w stosunku do grudniowej. Ale to dopiero w piątek.

W poniedziałek ministerstwo finansów poinformuje, ile obligacji zaoferuje na środowej aukcji. Chodzi oczywiście o papiery dwu- i pięcioletnie. Jeśli podaż będzie porównywalna z tą sprzed miesiąca, czyli w okolicach 4,5-5 mld zł, a to jest dość prawdopodobne, nie ma raczej co liczyć na wzrosty cen.

Wspólna waluta bardzo wyraźnie straciła podczas handlu w USA i na dalekim wschodzie. Powodem były przede wszystkim czwartkowe dobre dane o gospodarce amerykańskiej (wyraźny wzrost wskaźnika Chicago Purchasing Managers Index). Notowania w Europie zaczęliśmy z poziomu 0,858. Potem euro powoli, ale systematycznie odrabiało straty. Około 15.00 dotarliśmy do 0,864. Kończyliśmy na 0,8615.

Reklama
Reklama

Inflacja w strefie euro wyniosła w styczniu 2,5% rok do roku. to dokładnie tyle, ile oczekiwano, nie było więc silnej reakcji. Również dane o rynku pracy w USA nie doprowadziły do jakichś większych zmian. Stopa bezrobocia spadła do 5,6%, poprzednio mieliśmy 5,8%. Wyniki były lepsze od średniej prognoz, analitycy spodziewali się bowiem wzrostu do 5,9%, jednocześnie jednak spadła liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych. Rozczarowały natomiast amerykańskie wskaźniki optymizmu. ISM (czyli dawny NAPM) wzrósł co prawda do 49,9 punktu z 48,2 punktu, nie osiągnął jednak granicy 50 punktów (analitycy sądzili, że uda się do niej dotrzeć), która rozdziela okresy wzrostu i spadku aktywności gospodarczej. Jeszcze gorzej wypadł University of Michigan Confidence, który spadł do poziomu 93 punktów. Oczekiwano stabilizacji na poziomie 94,2 punktu. Informacje o wskaźnikach optymizmu przyhamowały spadek wartości wspólnej waluty, jaki zaczęliśmy obserwować pod koniec notowań w Europie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama