Rano za dolara płacono 4,17 zł, za euro 3,58 zł, odpowiadało to 10,5% powyżej parytetu. Następne godziny to okres stosunkowo nieznacznych zmian wartości, w sumie jednak złoty trochę zyskał i o 14.00 byliśmy na 10,7%, przy poziomach 4,15 i 3,58. Koniec dnia to jednak wyraźna przewaga podaży. Stąd kursy zamknięcia 4,183 i 3,606, czyli 10,00%.
Przed publikacją danych o rachunku obrotów bieżących pisałem, że bardzo ważne będzie saldo niesklasyfikowanych obrotów bieżących. No i w czwartek okazało się, że rzeczywiście było. NBP nie uwzględnił jednak dodatkowych przepływów, związanych z "kantorową" wymianą wychodzących z obiegu walut krajów strefy euro. Szkoda tylko, że dowiedzieliśmy się o tym dopiero po publikacji danych...
W tym tygodniu dowiemy się, o ile zmieniły się ceny żywności w styczniu. Nikt nie spodziewa się jednak złych informacji, czyli wzrostu większego, niż o 0,4%-0,5%. W takiej sytuacji styczniowa inflacja nie powinna znacząco zmienić się w stosunku do grudniowej. Ale to dopiero w piątek.
W poniedziałek ministerstwo finansów poinformuje, ile obligacji zaoferuje na środowej aukcji. Chodzi oczywiście o papiery dwu- i pięcioletnie. Jeśli podaż będzie porównywalna z tą sprzed miesiąca, czyli w okolicach 4,5-5 mld zł, a to jest dość prawdopodobne, nie ma raczej co liczyć na wzrosty cen.
Wspólna waluta bardzo wyraźnie straciła podczas handlu w USA i na dalekim wschodzie. Powodem były przede wszystkim czwartkowe dobre dane o gospodarce amerykańskiej (wyraźny wzrost wskaźnika Chicago Purchasing Managers Index). Notowania w Europie zaczęliśmy z poziomu 0,858. Potem euro powoli, ale systematycznie odrabiało straty. Około 15.00 dotarliśmy do 0,864. Kończyliśmy na 0,8615.