W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,19 zł, za euro 3,65 zł, odpowiadało to 9,4% powyżej starego parytetu. Od początku przeważył popyt, około 11.00 byliśmy na 9,75%, dolar potaniał o grosz, wspólna waluta o 1,5 grosza. Potem kurs USD się ustabilizował, niewielkim zmianom podlegał natomiast kurs euro (minimalny poziom 3,63, maksymalny 3,65). Kończyliśmy na 9,6%, przy poziomach 4,184 i 3,636.

Złoty odreagował nieco poniedziałkowy spadek. Duży wpływ na rynek miało także to, co działo się na eurodolarze. Zaobserwowaliśmy ciekawą sytuację. Kurs dolara dotarł do poziomu 4,18, po czym zamarł (był on wyraźnie broniony przez część uczestników rynku). Ruchom podlegał za to eurozłoty, choć i tu nie było zmian bardzo wyraźnych.

Z punktu widzenia rynków finansowych, szczególnie rynku obligacji, bardzo ważny będzie dzisiejszy przetarg papierów skarbowych o wartości 4,9 mld zł. Jeżeli zainteresowanie będzie duże, popyt przekroczy 8-9 mld zł, jest szansa na dalszy wzrost cen obligacji na rynku wtórnym. Jednak raczej nie należy się spodziewać, aby był to proces długotrwały, dość szybko powinniśmy powrócić do trendu spadkowego. Jeśli zaś inwestorzy nie zgłoszą silnego popytu, to prawdopodobnie już jutro znowu przeważy sprzedaż.

Wspólna waluta umocniła się głównie ze względu na skandal związany z bankructwem amerykańskiego koncernu energetycznego Enron. W poniedziałek były prezes koncernu odmówił składania wyjaśnień przed komisja senacką (mimo że wcześniej wyraził zgodę). Zostało to oczywiście odebrane jako brak chęci do rozwikłania całej afery, a w podtekście jako przyznanie, że rzeczywiście układ koncern - audytor nie był "czysty". Inwestorzy coraz bardziej zastanawiają się więc nad tym, czy publikowane oceny finansowe przedsiębiorstw mają w ogóle sens. Dali temu wyraz pozbywając się akcji, stąd wyraźny, ponaddwuprocentowy spadek wartości indeksu Dow Jones. W takiej sytuacji musiał się także osłabić dolar.

Zamówienia przedsiębiorstw wzrosły w USA o 1,2%, a więc dokładnie o tyle, ile się spodziewano. To oczywiście dobra informacja, tym bardziej że poprzednio mieliśmy dość wyraźny spadek (o 3,3%). Niestety, jednocześnie inwestorów rozczarował wskaźnik optymizmu ISM (NAPM) w sektorze usług. Co prawda oczekiwano nie najlepszych informacji, ale spadek do 49,6 punktu z 54,2 punktu to jednak więcej niż średnia oczekiwań (52 punkty). Z całą pewnością nie pomoże to amerykańskim giełdom i oczywiście dolarowi.