Ostatecznie pogrążył go raport sporządzony przez grupę prawników pod kierownictwem Williama Powersa z uniwersytetu teksaskiego, w którym stwierdzono, że krach firmy był rezultatem powszechnie w niej stosowanych praktyk zawyżania zysków i ukrywania strat, a nie wynikiem działań grupy pracowników łamiących obowiązujące reguły.
Lay równie uparcie trzymał się firmy, jak jego żona wersji o całkowitej ruinie finansowej rodziny. Zapewne niewielu widzów sieci NBC uwierzyło, kiedy ze łzami w oczach zapewniała, że cała fortuna Layów wyparowała razem z rzekomymi zasobami finansowymi korporacji, którą kierował jej mąż.
Pani Lay utrzymywała, że 300 mln USD, zarobione przez niego w ostatnich czterech latach na opcjach i akcjach, zostały stracone, gdyż popełnili błąd, lokując większość zasobów w papiery jednej spółki. Oczywiście, Enrona.
Kenneth Lay do niedawna był człowiekiem bardzo wpływowym. Miał dostęp do kluczowych gabinetów, stworzono mu też możliwość kształtowania polityki energetycznej państwa. Podczas energetycznego kryzysu w Kalifornii Jeff Skilling, ówczesny dyrektor generalny Enrona, za zasługi na tym polu oberwał tortem.
Korporacja, która błyskawicznie zwiększała kapitalizację i wpływy, nie żałowała pieniędzy na kampanie polityków ubiegających się o miejsca w parlamencie, nie poskąpiła ich też obecnemu prezydentowi. George W. Bush w lepszych czasach mówił o szefie Enrona per Kenny Boy.