Reklama

Upadek finansowego geniusza

Kenneth Lay (na fot.), założyciel i wieloletni szef Enrona, upadłego potentata na rynku energetycznym, stracił niedawno tytuł prezesa i dyrektora generalnego, ale jeszcze próbował okopać się w zarządzie.

Publikacja: 06.02.2002 08:23

Ostatecznie pogrążył go raport sporządzony przez grupę prawników pod kierownictwem Williama Powersa z uniwersytetu teksaskiego, w którym stwierdzono, że krach firmy był rezultatem powszechnie w niej stosowanych praktyk zawyżania zysków i ukrywania strat, a nie wynikiem działań grupy pracowników łamiących obowiązujące reguły.

Lay równie uparcie trzymał się firmy, jak jego żona wersji o całkowitej ruinie finansowej rodziny. Zapewne niewielu widzów sieci NBC uwierzyło, kiedy ze łzami w oczach zapewniała, że cała fortuna Layów wyparowała razem z rzekomymi zasobami finansowymi korporacji, którą kierował jej mąż.

Pani Lay utrzymywała, że 300 mln USD, zarobione przez niego w ostatnich czterech latach na opcjach i akcjach, zostały stracone, gdyż popełnili błąd, lokując większość zasobów w papiery jednej spółki. Oczywiście, Enrona.

Kenneth Lay do niedawna był człowiekiem bardzo wpływowym. Miał dostęp do kluczowych gabinetów, stworzono mu też możliwość kształtowania polityki energetycznej państwa. Podczas energetycznego kryzysu w Kalifornii Jeff Skilling, ówczesny dyrektor generalny Enrona, za zasługi na tym polu oberwał tortem.

Korporacja, która błyskawicznie zwiększała kapitalizację i wpływy, nie żałowała pieniędzy na kampanie polityków ubiegających się o miejsca w parlamencie, nie poskąpiła ich też obecnemu prezydentowi. George W. Bush w lepszych czasach mówił o szefie Enrona per Kenny Boy.

Reklama
Reklama

Kenneth Lay (l. 59), syn pastora, po krótkiej przygodzie w korpusie marines zajął się ekonomią. Praktykował w koncernie Exxon, a później wykładał mikro- i makroekonomię. Wśród tematów jego wykładów uniwersyteckich znalazły się też relacje między biznesem a rządem. Ludzie mu bliscy przekonują dziennikarzy, że już wiele lat temu wiedzieli, że dokona wielkich rzeczy, gdyż był człowiekiem konkretu i marzycielem.

Kruchą, jak się okazało, potęgę Enrona zbudował na fundamentach dwóch połączonych firm zajmujących się wydobyciem i przesyłem gazu. Kluczem do sukcesu miała być inżynieria finansowa. Menedżerowie Enrona opletli korporację gęstą siecią pozornie niezależnych firm partnerskich, w których ukryto 1 mld USD zobowiązań. Enron korzystał też z odkrycia banku inwestycyjnego Goldman Sachs, który dziewięć lat temu wykoncypował instrument o podwójnym obliczu. W zależności od sytuacji mógł być traktowany jak dług lub kapitał. Działo się to pod okiem niezależnego audytora Andersena, który w tej roli zawiódł na całej linii.

Dalszy ciąg sagi Enrona dopiszą prowadzące dochodzenie komisje parlamentarne i być może sądy. Lay, poirytowany treścią raportu Powersa i tonem komentarzy kongresmenów, postanowił, że dobrowolnie nie pojawi się na Kapitolu, by wyjaśnić swoją rolę w bankructwie Enrona.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama