Otwarcie nastąpiło w okolicach poprzedniego zamknięcia (nieco wyżej, za sprawą dobrej sesji w USA). Tu była szansa dla popytu do zanegowania sygnału z poprzedniego dnia, jakim było pokonanie krótkiej wzrostowej linii trendu. Tak się jednak nie stało i właściwie cała sesja należała do podaży z, niemal już tradycyjną, południową przerwą na konsolidację. Przewaga krótkiej strony rynku, wprawdzie widoczna, nie rozwiązała podstawowego problemu, jaki przed nią stał. Nie zostało pokonane wsparcie na 1345 pkt. Przypomnę, że zejście pod ten poziom otwiera kontraktom drogę do testu kolejnego wsparcia. Jest nim poziom luki hossy z 4 stycznia oraz przebiegająca w pobliżu wzrostowa linia trendu oparta o dołki z października i grudnia ub.r. oraz stycznia br. Do przełamania jednak nie doszło. Nie można więc mówić o definitywnym zwycięstwie właścicieli krótkich pozycji. Mimo to wydaje się, że jest szansa na dokonanie tego wkrótce. Sugerują to sygnały słabości rynku, takie jak zamknięcie na poziomie minimum sesji, ustanowione nowe lokalne minimum oraz spadająca średnia krocząca. Brakuje tej "kropki na i", ale jest całkiem prawdopodobne, że zostanie ona postawiona już dziś. Gdyby jednak udało się popytowi utrzymać wsparcie, byłby możliwy kolejny test linii spadkowej. Ja jednak wątpię, by taki rozwój wydarzeń miał szansę się zrealizować.