Reklama

Elastyczna sztywność limitu

Wieloletnie limitowanie wydatków miało stanowić, jak wiadomo, oś strategii równoważenia finansów publicznych. Pytanie, czym byłaby ta strategia wyczyszczona z reguły "inflacja + 1", pozbawiona zasady deficytu malejącego w miarę wzrostu dochodów budżetu, musi być zapewne pytaniem przykrym dla ministra finansów. Ale my właśnie od tego jesteśmy, żeby stawiać przykre pytania.

Publikacja: 15.02.2002 08:26

Zobaczmy więc, co stało się w parlamencie, za sprawą większości koalicyjnej, z projektem tegorocznego budżetu i złotą regułą limitowania wydatków.

Otóż, gdyby nawet wydatki pozostawiono na planowanym przez rząd poziomie 183,9 mld złotych, to i tak oznaczałoby to zaraz na samym wstępie zejście ze "ścieżki trwałego umiarkowanego wzrostu wydatków". Do projekcji tych wydatków przyjęto ubiegłoroczną bazę (wątpliwą, ale zostawmy to) podniesioną o 5,5% (inflacja + 1). Ale tegoroczna średnioroczna inflacja będzie o ok. 1 pkt. proc. niższa. Oznacza to, że na samym wejściu wydatki w tym roku wobec poprzedniego mają rosnąć realnie o 2 pkt. proc.

Tyle, jeśli chodzi o zapowiedzi "realnego zamrożenia wydatków budżetu" w pierwszym roku po ogłoszeniu nowych zasad wieloletniego planowania finansowego.

Na tym jednak nie koniec. Zgodnie z deklaracjami ministra finansów, dodatkowe dochody powinny zmniejszyć deficyt. Tak to przynajmniej rozumieliśmy, zanim nie zaczęły się pojawiać sugestie, że wcale niekoniecznie musi tak być. I te sugestie bardzo pięknie się zmaterializowały w parlamencie. Dochody cudownie się rozmnożyły.

Wydatki zostały natychmiast podniesione o 1,3 mld złotych, a deficyt ani drgnął. I nie jest wcale najważniejsze to, że dochody są papierowe, a wydatki - warunkowe. Ważne jest, że z limitu wydatków, który powinien na ten rok wynosić nie więcej niż 182 mld złotych (gdyby trzymać się tak głośno otrąbionej rewolucji po stronie wydatkowej budżetu), zrobiło się nagle ponad 185 mld złotych.

Reklama
Reklama

Że niby te 3 miliardy to kropla w morzu, niespełna 0,5% produktu krajowego brutto? I na dodatek to naruszenie zasad opatrzone jest jeszcze ubezpieczającymi klauzulami, więc niby nie ma o co kruszyć kopii?

Sądzę, że jak najbardziej jest się jednak o co martwić. Najpierw sam rząd, a później popierająca ten rząd większość parlamentarna najwyraźniej uznała, że zasada limitowania wydatków nie jest żadną świętością. I taki sukces pragmatyzmu musi mieć swoje konsekwencje.

Na przyszły rok limit wydatków miał wynosić 193,6 mld złotych. Dziś można już ten limit włożyć spokojnie między bajki. Rośnie tegoroczna baza. Wydatków będzie tyle, ile zechce wpisać polityczna większość. Reguła "inflacja + 1" poległa, zanim jeszcze powstała. Został niezmieniony deficyt. Do czasu, bo jakby dochody zaczęły spadać...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama