Pomimo, że ostatnia sesja tygodnia nie była zbyt ciekawa i kontrakty oscylowały przez większość notowań wokół 1365 pkt., to przyniosła potwierdzenie wcześniejszych spostrzeżeń, że byki znajdują się wciąż w defensywie i nie są w stanie zdobyć krótkookresowego oporu w strefie 1380-1390 pkt. Wyznaczają go zamknięcia z bieżącego miesiąca, a także układ ostatnich czarnych świec. Po wyraźnym ożywieniu inwestorów w czwartek, gdy widać było, że przewagę zdobywają grający na krótko, w piątek biernie przyglądali się oni przebiegowi zdarzeń. I rzeczywiście, nie było powodów, by reagować.

Zwyżka w ciągu dnia nie przekroczyła nawet połowy poprzedniej, niewielkiej przecież, czarnej świecy. Najważniejsze jest jednak to, że nadal nie mamy wyraźnego rozstrzygnięcia w kwestii kierunku ruchu rynku na najbliższy czas. Coraz więcej elementów wskazuje na misie jako stronę, która będzie dominować w średnim okresie, ale dopóki nie doprowadzą one do wyraźnego przełamania listopadowego szczytu, a potem linii zaczepionej o dołki z października i grudnia, wszystko może się jeszcze zdarzyć. Strategia zatem wydaje się prosta: dopóki nie nastąpi zamknięcie powyżej 1390 pkt., dopóty większe szanse na zysk mają krótkie pozycje. Wzmożonego opuszczania rynku przez posiadaczy długich pozycji można oczekiwać po wejściu kontraktów w obszar 1330-1350 pkt., gdzie znajdują się opisane powyżej wsparcia.