Osiągnęło ono w tym okresie 1,09 mln baryłek dziennie, przy czym ilość ta obejmuje zarówno ropę, jak i gaz ziemny. Rezultaty finansowe są gorsze od prognoz. Eksperci spodziewali się bowiem, że Statoil zarobi netto 2,82 mld koron.
Norweski potentat, podobnie jak jego konkurenci, zamierza zwiększyć produkcję, aby w ten sposób zrównoważyć spadek notowań. Dyrektor generalny Olav Fjell zapowiedział wzrost tegorocznego wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego o 2,3%, do 1,03 mln baryłek dziennie. Założenia te nie są jednak tak ambitne, jak plany BP czy TotalFinaElf.
Zdaniem specjalistów, Statoil podchodzi z większą ostrożnością do tegorocznych planów, gdyż w razie niepowodzenia nie chce rozczarować inwestorów i doprowadzić od spadku cen akcji. Od wprowadzenia w czerwcu 2001 r. walorów spółki na giełdę w Oslo staniały one o 12%.
Trzeba też pamiętać, że ujemnie na poziom wydobycia wpłyną zobowiązania dotyczące ograniczenia produkcji ropy, aby pobudzić w ten sposób wzrost notowań. W ramach akcji podjętej wspólnie z krajami OPEC, Rosją i Meksykiem Norwegia zapowiedziała zmniejszenie wydobycia o 150 tys. baryłek dziennie.
Statoil ocenia negatywnie sytuację rynkową w bieżącym roku. Podobnie jak BP i Shell, norweska firma uważa, że słaby popyt odbije się ujemnie na wynikach branży naftowej oraz petrochemicznej.