W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,135 zł, za euro 3,597 zł, odpowiadało to 10,65% powyżej starego parytetu. Przez pierwsze dwie godziny kurs euro nie zmieniał się, drożał natomiast dolar. O 11.00 było więc 4,147, 3,597 i 10,5%. Potem złoty tracił już wobec obu walut. Przed publikacją informacji o produkcji przemysłowej i PPI (16.00) dotarliśmy do 9,75%. USD podrożał o 3 grosze, euro o 3,8 grosza Kończyliśmy na 9,6%, przy 4,175 i 3,643.
Rano został przebity poziom 4,15 na rynku USD/zł, ale szybko wystąpiła podaż i doszło do osłabienia. Inwestorzy zamykali pozycje spekulacyjne, realizując zyski wypracowane w ostatnich dniach. Obroty nie były jednak duże.
Produkcja przemysłowa spadła w styczniu o 5% m/m, wskaźnik roczny obniżył się o 1,4%. To dokładnie tyle, ile przewidywali analitycy. Z kolei PPI wzrósł o 0,1 m/m, nie zmienił się więc w ujęciu rocznym. Oczekiwano wzrostu o 0,2% m/m i o 0,2% rok/rok.
Co te dane oznaczają? Produkcja jest niższa niż przed rokiem, ale nie zaobserwowaliśmy pogłębienia spadku w stosunku do danych grudniowych. To już coś, choć o optymizmie nie może być mowy, nie ma przecież oznak ożywienia. A zatem niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o kwestię obniżki stóp procentowych. Z tego punktu widzenia dane są neutralne. Jakieś ruchy w lutym można właściwie wykluczyć. Potem wszystko będzie zależało od kształtowania się wskaźników makroekonomicznych. Członkowie Rady Polityki Pieniężnej podkreślają, że inflacja od lutego zacznie rosnąć, jeśli tak się stanie, to cięcia staną się oczywiście mniej prawdopodobne. Z drugiej strony, jeśli w lutym nie będzie zmian, może się to spotkać z jakąś negatywną reakcją koalicji rządzącej.
Z punktu widzenia rynku walutowego dość istotne mogą być także przyszłotygodniowe dane o rachunku obrotów bieżących. Ekonomiści zadają sobie pytanie, czy rzeczywiście przewidywania mówiące o pogorszeniu eksportu potwierdzą się. Jeśli tak, będzie to oczywiście czynnik osłabiający złotego.