Po czterech kolejnych spadkach wczorajsza sesja przyniosła wzrost WIG20. Wprawdzie od wtorkowego zamknięcia zwyżka wyniosła tylko 6 punktów, ale w porównaniu ze środowym minimum wzrost przekroczył 20 punktów. Takie zachowanie indeksu oznacza nadejście lepszych czasów dla posiadaczy akcji, co nie jest niestety równoznaczne z powrotem do trendu wzrostowego. Zwyżce towarzyszyły minimalnie wyższe niż we wtorek obroty, które jednak trzecią kolejną sesję nie przekroczyły 200 mln zł.
Do tej pory tempo spadku zapoczątkowanego pod koniec stycznia nie było imponujące. W ciągu 17 sesji wartość indeksu obniżyła się o 8% i choć to wystarczające obsunięcie, by pozbyć się akcji, to jednak zbyt mało, żeby mówić o średnioterminowym trendzie spadkowym. Szczególnie że wciąż nie pokonane pozostaje wsparcie na 1338 pkt., wyznaczane przez szczyt z połowy listopada. Właśnie zachowanie indeksu względem tej bariery jest ważniejsze dla rozwoju tendencji niż wynik testu linii trendu wzrostowego pociągniętej po zeszłorocznych dołkach. Linii, która w wyniku ostatniego spadku została przełamana, przy czym dynamika i rozmiary wybicia były mizerne.
Żeby być dobrze zrozumianym, nadejście lepszych czasów dla posiadaczy akcji rozumiem w tym wypadku jako powstrzymanie spadków. Jeśli w ogóle będziemy mieli do czynienia z jakąś zwyżką, to będzie ona miała wtórny charakter względem trendu spadkowego, a jej maksymalny zasięg to 1400 punktów. Po krótkiej korekcie (wskaźniki krótkoterminowe sugerują, że bardzo krótkiej) oczekuję powrotu do trendu spadkowego.