Reklama

Spada sprzedaż, rosną straty

Ubiegły rok był wyjątkowo zły dla spółek z sektora lekkiego. W wielu przypadkach drastycznie spadła sprzedaż, a straty osiągnęły niebezpieczny poziom. Brakuje sygnałów, że w najbliższym czasie

Publikacja: 22.02.2002 07:50

sytuacja może się poprawić. Przeciwnie - część firm może przestać istnieć.

Znakomita większość spółek zanotowała w ub.r., w porównaniu z 2000 r., spadek przychodów ze sprzedaży. Największy, aż o 40 mln zł, dotyczy Bytomia, ale był to w dużej mierze efekt ograniczenia przez spółkę nierentownej działalności przerobowej. Gdyby firma nie zdecydowała się na ten krok, jej straty - i tak już bardzo wysokie (na działalności operacyjnej ponad 10 mln zł, a netto ponad 13 mln zł) - byłyby jeszcze większe. Drastycznie spadła też sprzedaż Próchnika. Firma ratuje się, demontując grupę kapitałową, ale to nie wystarcza. Działalność operacyjna nie przynosi Próchnikowi zysków. On także ma wysokie straty, sporo wyższe niż na koniec 2000 r.

Obie te spółki, mające od lat doskonale znaną na rynku krajowym markę, walczą o przetrwanie. Obie widzą ratunek w postępowaniu układowym z wierzycielami, z tym, że Bytom już takie postępowanie otworzył, a Próchnik wystąpił w tej sprawie z wnioskiem do sądu. Firmy mają wsparcie największych akcjonariuszy (nie zgodzili się na likwidację i wspomagają je w restrukturyzacji zadłużenia), ale nie znaczy to, że zamierzają bez końca dokładać do interesu. Jeśli więc sytuacja na rynku się nie poprawi, to spółki, nawet jeśli zawrą układ, mogą przestać istnieć. Inwestorzy powinni trzymać kciuki za Próchnik, który chce uzyskać od byłych członków zarządu 5 mln zł odszkodowania. Byłby to ważny dla rynku precedens, a spółce takie pieniądze bardzo by się przydały.

Małe firmy z sektora - z wyjątkiem Delii, która wkrótce zniknie z GPW - mają się trochę lepiej. W ich przypadku spadek sprzedaży nie jest tak drastyczny. Być może łatwiej im się przystosować do zmieniających się warunków rynkowych i bardziej panują nad kosztami. Mimo to rezultaty są słabe, tyle że na razie nie ma mowy, by ich istnienie było zagrożone.

Zadyszki dostają także te przedsiębiorstwa, które do tej pory radziły sobie z kryzysem w branży. Spadły zyski Wistilu, mimo że zwiększyła się jego sprzedaż. Koszty produkcji rosły jednak szybciej niż przychody. Wyników, w związku z zamiarem publikacji sprawozdań skonsolidowanych, nie zaprezentował na razie kontrolowany przez Wistil Bielbaw. Spółka, podobnie jak większość firm odzieżowych, skarży się jednak na mocnego złotego i z kwartału na kwartał notuje gorsze rezultaty. Końcówka roku nic pod tym względem nie zmieniła - wynika z naszych informacji.

Reklama
Reklama

Gorzej ma się również Wólczanka, która już w 2000 r. miała niską rentowność. Spadła sprzedaż, podwoiły się za to koszty finansowe. Czy istnieje szansa na poprawę wyników? W firmie zaszły spore zmiany personalne, które mogą wpłynąć na jej politykę. Jednak wiceprezes Marcin Fortuński rezygnując ze stanowiska tłumaczył tę decyzję brakiem wpływu na restrukturyzację kosztów. To może oznaczać, że zarząd niechętnie myśli o cięciu kosztów albo nie szuka oszczędności tam, gdzie powinien. W ostatnich dniach zmieniła się rada nadzorcza spółki. Może więc prooszczędnościowe działania znajdą więcej zwolenników. Na razie jednak do Wólczanki zniechęcają jej ryzykowne projekty inwestycyjne, realizowane za pośrednictwem WLC Inwest. Z pewnością skupienie uwagi na działalności operacyjnej wyszłoby firmie na dobre.

Rodzynkiem w gronie spółek odzieżowych jest Vistula. Wzrost sprzedaży, wzrost zysków na poziomie operacyjnym i netto, niezła - jak na ten sektor - rentowność, dobra polityka informacyjna i zwiększająca się ostatnio płynność akcji na GPW skłaniają do oceny, że Vistula jest najsilniejszym giełdowym reprezentantem branży.

Firma w porę zmieniła profil działalności z produkcyjnego na produkcyjno--handlowy. Rozwinięta sieć sprzedaży i wprowadzanie na rynek nowych marek przynoszą efekty oczekiwane przez analityków i akcjonariuszy. Na razie nic nie wskazuje, by sytuacja mogła się zmienić. Tym bardziej że nowy szef firmy zapowiedział kontynuację dotychczasowej strategii.Grupa firm z segmentu obuwniczo--garbarskiego, podobnie jak większość spółek odzieżowych, nie może się niczym pochwalić. Problemy są te same - spadek sprzedaży, pogorszenie wyników, kłopoty z utrzymaniem się na rynku. Na bankructwo jest już chyba skazany Łukbut, który sam - po długiej walce o układ z wierzycielami - wystąpił o upadłość. Lubelski LZPS Protektor nie ma już na głowie akcjonariuszy, którzy nakłaniali go do podejrzanych i przynoszących straty transakcji giełdowych, ale nie może sobie poradzić z drastycznym spadkiem popytu na jego wyroby (spadek zamówień ze strony służb mundurowych). Efekt - wysokie straty operacyjna i netto. Wątpliwe, by w takiej sytuacji finansowej dobrym pociągnięciem było kupowanie przez spółkę własnych akcji "w obronie przed grożącą firmie szkodą".

Kiepsko mają się przedsiębiorstwa kontrolowane przez rodzinę Karkosików. Spadła drastycznie sprzedaż Garbarni Brzeg. Spółka, która pod koniec 2000 r. zapewniała o dobrych perspektywach, ma bardzo wysokie straty. Na plus wyszedł jedynie Skotan, ale i on nie przypomina firmy, która przez kilka poprzednich lat charakteryzowała się stabilnymi, dobrymi wynikami. Spółka w ub.r. zwiększyła sprzedaż, ale zyski ma symboliczne. Na pewno zaszkodził jej mocny złoty. Wyniki pogorszył także wyraźny wzrost kosztów finansowych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama