W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,163 zł, za euro 3,64 zł, byliśmy 9,8% ponad starym parytetem. Od razu nieznacznie przeważyła podaż. Złoty powoli, ale systematycznie tracił i około południa dotarliśmy do 9,5%. Dolar podrożał o 1,5 grosza, wspólna waluta o 1,3 grosza. Kończyliśmy nieco wyżej, na 9,55%, przy 4,18 i 3,645 zł.
W poniedziałek na rynku panowała atmosfera oczekiwania. Było to zresztą do przewidzenia, w tym tygodniu mamy przecież posiedzenie RPP, publikację danych o cenach żywności w pierwszej połowie lutego, no i przede wszystkim - informacje o rachunku obrotów bieżących. Złoty w ciągu dnia nieco osłabł, ale wszystko odbywało się przy niewielkich obrotach i nieznacznym zaangażowaniu inwestorów.
Dzisiaj zaczyna się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, jutro około południa powinniśmy poznać jego efekty. Na rynku panuje powszechne przekonanie, że nie dojdzie do zmian w polityce monetarnej. Pisałem już o tym w zeszłym tygodniu.
Jeśli RPP rzeczywiście nie obniży stóp procentowych i czwartkowe dane o rachunku obrotów bieżących nie będą nadzwyczaj dobre (czyli deficyt nie będzie niższy niż 500 mln USD, a eksport wyższy niż 2,5 mld USD), to wszystko wskazuje na to, że złoty zakończy ten tydzień ze stratą.
W środę dowiemy się jeszcze, jak kształtowały się ceny żywności w pierwszej połowie lutego. Wydaje się jednak, że ta informacja nie będzie miała decydującego znaczenia, choć oczywiście może mieć pewien wpływ, szczególnie w sytuacji, gdyby dane różniły się dość znacznie od prognoz (analitycy przewidują wzrost o 0,5-0,8%).