Decyzja rządu oznacza, że zostały spełnione wcześniejsze zapowiedzi Jana Truszczyńskiego, głównego negocjatora Polski z Unią Europejską. Na początku bieżącego roku deklarował on zniesienie ograniczeń w przepływie kapitału krótkoterminowego od października 2002 roku.
Liberalizacja dotyczy państw Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG). Do tego drugiego należą państwa Unii Europejskiej oraz EFTA. W praktyce oznacza to duże ułatwienie nie tylko w obrocie gospodarczym, ale i przy zakładaniu rachunków inwestycyjnych w zagranicznych biurach maklerskich.
Zgodnie z obecnym prawem dewizowym, bez zezwolenia NBP poza granicami kraju nie jest możliwe założenie ani rachunku bankowego, ani inwestycyjnego. Po liberalizacji zezwolenie nie będzie potrzebne. Do inwestowania np. w Londynie czy Frankfurcie nie będzie też konieczne pośrednictwo rodzimego biura maklerskiego.
Nowe regulacje mogą zagrozić pozycji naszych brokerów. Przedstawiciele biur, jak i reprezentanci giełdy przypominają jednak, że popularność inwestycji zagranicznych nie jest w Polsce duża. Polacy są bowiem przyzwyczajeni do GPW.
Do tego dochodzą też problemy z dostępem do informacji oraz koszty związane z inwestowaniem na zagranicznych parkietach. Tak zwani brokerzy dyskontowi - którzy pobierają najniższe, niekiedy nawet kilkudolarowe prowizje - zazwyczaj nie oferują inwestorowi nic poza samym przekazaniem zlecenia. Aby być ich klientem, z reguły trzeba też utrzymywać wysoki poziom gotówki lub generować wysokie obroty. Korzystanie z informacji i serwisów słono natomiast kosztuje. Niewątpliwie banki będą także pobierać opłaty za przelew gotówki. n