Reklama

Jak nas widzą...,

Publikacja: 01.03.2002 09:03

- Hm, Polska..., Netia i Elektrim! - mówi, uśmiechając się ironicznie, menedżer jednej

z wielkich globalnych agencji informacyjnych. - No to pięknie - myślę sobie, przeczuwając, skąd ten ironiczny uśmieszek. Owszem, mój rozmówca słyszał co prawda coś niecoś o innych spółkach, ale akurat one go jakoś nie za bardzo interesują. Nasz pech, że akurat wspomniane dwie firmy to pryzmat, przez który patrzy na polski rynek.

Jest raczej pochmurne londyńskie popołudnie. Po kilku godzinach obiecujących rozmów wychodzę i... przeklinam cicho pod nosem. Bo, choć było fajnie, to po raz kolejny musiałem opowiadać o firmach, których zachowanie chwały naszej giełdzie nie przynosi. I których ekstremalne wyczyny bardzo skutecznie zasłaniają to, co na naszym rynku pozytywne.

Polska pozostaje rynkiem wiarygodnym. Ale głównie z perspektywy tych zagranicznych inwestorów, którzy chcą lokować w nasze skarbowe bony i obligacje. O wiele gorzej jest już z zainteresowaniem papierami dłużnymi firm prywatnych. Przypadki Netii i Elektrimu wyrządziły i nadal wyrządzają więcej szkody niż myślimy. To, że Polacy spłacają swoje długi, to już żaden news. Ale to, że długów nie płacą lub wykręcają się od tego, jak tylko mogą - to już przepyszna informacja dla specjalistycznych mediów. I pożywka dla zarządzających i analityków z londyńskiego City czy nowojorskiej Wall Street. Zwłaszcza gdy niespłacaniu zobowiązań i katastrofie kursów towarzyszą takie szopki, jak w przypadku dwóch flagowych przykładów polskiej ignorancji i arogancji wobec akcjonariuszy i obligatariuszy. To, że za szopkami owymi stoją także nie-Polacy, to już inna sprawa. Komedia dzieje się na naszym podwórku i tak to widzi zagranica. Taki nasz pech.

Negatywnego efektu medialnego takich żenujących historii jak przypadki wspomnianych dwóch firm trzeba być świadomym, gdy zachwala się zalety naszego rynku. Możemy bronić się testamentowym przypomnieniem, iż krytycy widzą źdźbło w naszym oku, zapominając o belkach w swoim. Amerykańska kompromitacja z Enronem pociągnęła za sobą serię pomniejszych, ale przecież i tak dużych afer w innych firmach najbardziej rozwiniętego rynku świata. Bardzo wymowna jest okładka najnowszego numeru tygodnika "BusinessWeek". - The betrayed investor. Zdradzony inwestor - krzyczy tytuł renomowanego magazynu, odnosząc się już nie tylko do afery Enrona, ale do wspomnianej serii kolejnych skandali i skandalików związanych z prawdziwymi i domniemanymi przekrętami księgowymi w innych amerykańskich firmach.

Reklama
Reklama

O dość dziwacznym rozumieniu obyczajów biznesowych w coraz bardziej adorowanych przez Zachód firmach rosyjskich nie warto byłoby wspominać, gdyby nie to, że to właśnie Moskwa może nam odebrać część kapitału, który teoretycznie mógłby popłynąć na warszawski parkiet. No więc możemy się tak bronić, ale, niestety, kłopoty z kulturą i obyczajami biznesowymi to przecież domena nie tylko Netii i Elektrimu. Prawne popisy i podjazdowe wojny z akcjonariuszami mniejszościowymi w kilku innych spółkach, choć oczywiście także spotykane na Zachodzie, poważnie podkopują wiarygodność warszawskiej giełdy.

Amerykanie mają spółek bez liku. Wybór jest więc spory. Akcji enronopodobnych firm nie trzeba kupować. U nas zaś brakuje alternatyw. - Każda spółka z WIG20 ma feler - ostrzegał w czasie niedawnego Okrągłego Stołu PARKIETU Robert Nejman. No właśnie. Gdybyśmy mieli przygotować listę spółek bez zarzutu z całego rynku, to okazałoby się, że jest ich albo żenująco mało, albo nawet nie ma wcale. W takiej sytuacji gadki o perspektywach rozwoju rynku mogą okazać się zupełnie jałowe. Władzom spółek i ich większościowym akcjonariuszom trzeba brutalnie przypominać, że gospodarują nie tylko swoimi pieniędzmi. Że wchodząc na rynek publiczny i pozyskując zeń kapitał, zaciągają kredyt. Na razie zbyt wielu z nich bimba sobie z tego faktu w żywe oczy. Mam nadzieję, że za swoją bezczelność poniosą karę i zapłacą kiedyś karne odsetki. Tak jak musiały to zrobić choćby dwie dumne koreańskie korporacje, Samsung i Hyundai, które - wedle doniesień specjalistycznego magazynu "FT fund management" - w ostatnich dwóch miesiącach zostały sądownie zmuszone do zrekompensowania akcjonariuszom strat wynikających z błędów w zarządzaniu.

Liczę, że inwestorzy finansowi pogonią kota tym, którzy kpią z praw akcjonariuszy mniejszościowych, co zapędzi władze spółek do ciężkiej pracy. A w efekcie poprawi nasz wizerunek na zewnątrz. Tym, którzy wyrządzają krzywdę nam i naszemu rynkowi, trzeba zwyczajnie dać popalić. Sprawnie działający inwestorzy finansowi pokazali, że umieją mocować się nawet z gigantami. I śmiem twierdzić, że próba obronnego zablokowania ich aktywności przez wykorzystywanie zapisów o działaniu w porozumieniu tylko chwilowo to utrudni. Wszystkie strony bowiem mają swoich prawników. I to bardzo sprytnych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama