- Hm, Polska..., Netia i Elektrim! - mówi, uśmiechając się ironicznie, menedżer jednej
z wielkich globalnych agencji informacyjnych. - No to pięknie - myślę sobie, przeczuwając, skąd ten ironiczny uśmieszek. Owszem, mój rozmówca słyszał co prawda coś niecoś o innych spółkach, ale akurat one go jakoś nie za bardzo interesują. Nasz pech, że akurat wspomniane dwie firmy to pryzmat, przez który patrzy na polski rynek.
Jest raczej pochmurne londyńskie popołudnie. Po kilku godzinach obiecujących rozmów wychodzę i... przeklinam cicho pod nosem. Bo, choć było fajnie, to po raz kolejny musiałem opowiadać o firmach, których zachowanie chwały naszej giełdzie nie przynosi. I których ekstremalne wyczyny bardzo skutecznie zasłaniają to, co na naszym rynku pozytywne.
Polska pozostaje rynkiem wiarygodnym. Ale głównie z perspektywy tych zagranicznych inwestorów, którzy chcą lokować w nasze skarbowe bony i obligacje. O wiele gorzej jest już z zainteresowaniem papierami dłużnymi firm prywatnych. Przypadki Netii i Elektrimu wyrządziły i nadal wyrządzają więcej szkody niż myślimy. To, że Polacy spłacają swoje długi, to już żaden news. Ale to, że długów nie płacą lub wykręcają się od tego, jak tylko mogą - to już przepyszna informacja dla specjalistycznych mediów. I pożywka dla zarządzających i analityków z londyńskiego City czy nowojorskiej Wall Street. Zwłaszcza gdy niespłacaniu zobowiązań i katastrofie kursów towarzyszą takie szopki, jak w przypadku dwóch flagowych przykładów polskiej ignorancji i arogancji wobec akcjonariuszy i obligatariuszy. To, że za szopkami owymi stoją także nie-Polacy, to już inna sprawa. Komedia dzieje się na naszym podwórku i tak to widzi zagranica. Taki nasz pech.
Negatywnego efektu medialnego takich żenujących historii jak przypadki wspomnianych dwóch firm trzeba być świadomym, gdy zachwala się zalety naszego rynku. Możemy bronić się testamentowym przypomnieniem, iż krytycy widzą źdźbło w naszym oku, zapominając o belkach w swoim. Amerykańska kompromitacja z Enronem pociągnęła za sobą serię pomniejszych, ale przecież i tak dużych afer w innych firmach najbardziej rozwiniętego rynku świata. Bardzo wymowna jest okładka najnowszego numeru tygodnika "BusinessWeek". - The betrayed investor. Zdradzony inwestor - krzyczy tytuł renomowanego magazynu, odnosząc się już nie tylko do afery Enrona, ale do wspomnianej serii kolejnych skandali i skandalików związanych z prawdziwymi i domniemanymi przekrętami księgowymi w innych amerykańskich firmach.