Strona popytowa nie daje za wygraną. Po efektownym końcu poprzedniego tygodnia, w poniedziałek rano wydawało się, że indeks spółek o największej kapitalizacji poszybuje do góry w tempie podobnym do piątkowego. Nic takiego się jednak nie stało. Otwarcie wypadło powyżej poziomu 1400 pkt. Ostatnio indeks był na tym poziomie równy miesiąc temu. W miarę upływu czasu przewaga byków coraz bardziej topniała. W efekcie WIG20 zakończył sesję na poziomie 1396 pkt. Mimo gorszej końcówki dnia, WIG20 wzrósł w porównaniu z piątkiem, a na wykresie pojawiła się nawet skromna, bo 3-pkt. luka hossy. Po przełamaniu krótkoterminowej linii trendu spadkowego, znajdującej się na wysokości 1370 pkt., nastał czas poprawy koniunktury.

Polski rynek akcji zachowuje się zgodnie z trendami globalnymi. Imponujące wzrosty na Nasdaq i Nikkei sprawiły, że także nasi inwestorzy dołączyli do grona kupujących akcje. Czeka ich obecnie poważne zadanie, gdyż indeks przybliżył się wyraźnie do styczniowego wierzchołka lokalnego na poziomie 1464 pkt. Szczyt będzie dobrym testem potencjału byczego. Jego pokonanie oznaczać będzie, że nastanie okres kontynuacji hossy, zapoczątkowanej jesienią ubiegłego roku. Problemem jest jednak to, że zyski spółek są rozczarowujące. Dalsza zwyżka bez poprawy jakości zysków będzie oznaczać puchnięcie bańki, która może pęknąć, co boleśnie odczują inwestorzy.

Na razie podstawowe wskaźniki techniczne nie generują sygnałów świadczących o słabnięciu aktywności strony popytowej. W poniedziałek do grona wskaźników, zachęcających do akumulowania akcji, dołączyło MACD.